Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Pitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B. Pitt. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2014

Znani, niedoceniani

Takie rankingi pojawiały się już niejednokrotnie, ale gdy widzę co roku te nominowane czy nagradzane „wybitne” gwiazdy, podczas gdy role świetnych aktorów są pomijane szerokim łukiem, naprawdę trudno się nie wzburzyć.

Oczywiście ranking ten mógłby się ciągnąć w nieskończoność, a niektóre nazwiska mogą się wydawać kontrowersyjne. Kolejność, może poza miejscem pierwszym, przypadkowa. Następną część poświęcę mniej znanym, niedocenianym aktorom. Potem zaś przejdę do aktorek.

Gary Oldman

Przeglądając rankingi innych osób, zawsze się pojawia, co mnie szczególnie nie dziwi. Jeżeli miałabym wymienić aktora- rzemieślnika to jest to pierwsze nazwisko, które przychodzi mi do głowy. Oldman zawsze prezentuje się świetnie, zarówno w roli psychopaty jak i amanta. Potrafi być jednocześnie czarujący i odpychający. Ten talent to nie tylko wulkan emocji, ale również perfekcyjny warsztat. Wystarczy przypatrzeć się niektórym jego rolom – każda jest inna. Nie tylko jeśli chodzi o charakteryzację, ale również gesty, mimika i przede wszystkim głos. Różne intonacje, akcenty, nawet zmieniona barwa. Nie jestem w jego przypadku obiektywna, ale zobaczycie sami czy nie mam racji. Dla mnie to geniusz w czystej postaci. Dlaczego ten aktor nie gra protagonistów skoro tak świetnie się w nich sprawdza?

Najlepsze kreacje – Hrabia Dracula (Dracula), Jack Grimaldi (Romeo is Bleeding). 
Rola życia – jak na razie George Smiley (o rolach aktora tutaj) w Tinker tailor soldier spy (recenzja tutaj). Nie, nie Norman Stansfield z Leon. Sztuką jest u niego nie tylko uwydatnianie emocji, ale również je tłumienie. A jako Smiley zrobił to brawurowo. 

Steve Buscemi

Najbardziej owocne dla tego aktora były lata 80 i 90te (kilka słów o aktorze tutaj). Potem był spadek w dół, role podobne jedna do drugiej (choć zagrane perfekcyjnie). Genialność tego aktora polega na tym, że nie potrafi się znudzić. Serial gangsterski Boardwalk Empire otworzyło mu kolejną furtkę, choć o wiele za późno.

Najlepsze kreacje – Carl w Fargo, Seymour w Ghost world, Mr. Pink w Reservoir dogs.
Rola życia – jak na razie Nucky Thomson w Boardwalk Empire.

Tim Roth

Zachowanie i wygląd szczwanego lisa. Roth wzbudza często mieszane uczucia u widzów, ze względu na dosyć oryginalny sposób kreowania bohaterów. Niemal zawsze patrzy spode łba, szczerzy się, garbi i trzyma ręce w kieszeni. W tym szaleństwie była metoda przez całe lata 90te. Aktor pojawia się obecnie w kinie niezależnym i, ku mojej uciesze, idzie mu bardzo dobrze.

Najlepsze kreacje – Mr. Orange w Reservoir dogs, Ted w Four Rooms, Archie w Broken.
Rola życia – Dr. Cal Lightman w serialu Lie to me. Idealnie wyważona, prawdziwy popis aktorski. 

Sam Rockwell

Kolejny ekscentryk na liście. Dużo słabszy w intonacji, z dość szpetną barwą głosu, za to nieopisany w ukazywaniu emocji na twarzy, podkreślanych często ekspresyjnym gestem. Talent Rockwella jest wykorzystywany co najwyżej w 40%. Po większości filmach widać, że można cały obraz oprzeć na kreowanej przez niego postaci, pod warunkiem, że ma dojrzałą rolę i jest kontrolowany przez dobrego reżysera. 

Najlepsze kreacje – Billy w Seven Psychopaths,  Frank w Matchstick Men, Wild Bill Wharton w The Green mile.
Rola życia – Sam Bell w Moon. Bez zbędnego szarżowania, wyjątkowo dojrzale wykreowana postać. 

Leonardo DiCaprio

Dużo osób mówiło, że rolę życia otrzymał już w Aviator. Dla mnie jego najoryginalniejszą kreacją był Candy w Django unchained. Tam musiał się wykazać czymś innym niż tylko cierpiętniczym wzrokiem i płaczem przeplatanym z gniewem. Candy jest nonszalancki, diabeł w ludzkiej skórze, podkoloryzowany pod względem gestu, zachowań i samego wyglądu. Majstersztyk. Szkoda, że niemal całkowicie pominięty w nominacjach, nie mówiąc już o nagrodach. Zauważyłam, że w „szanownej akademii” nie lubią zmian w rolach aktorów. DiCaprio najlepiej dla nich prezentuje się wtedy, gdy zachowuje się żałośnie. Nie gdy może pokazać swoje inne oblicze. 

Najlepsze kreacje – Serio, muszę wymieniać? Trochę tego będzie. Powiedzmy, że najbardziej powalił mnie jako Amsterdam w Gangs of New York i Frank Wheeler w Revolutionary Road.
Rola życia – jak na razie Candy Django Unchained. Słodki jak cukierek, do tego psychopata i prostak w jednym. Oczywiście o  Jordanie z The Wolf of Wall Street nie muszę chyba pisać (recenzja filmu tutaj). 

Brad Pitt

Zabawne, ale najpopularniejsza twarz Hollywood nigdy nie sięgnęła po te bardziej prestiżowe nagrody. Chociaż dużo osób zachwyca się jego rolą w 12 monkeys, dla mnie osobiście była to tylko kalka (chociaż dobra) Denisa HooperaApocalypse Now. Czas Brada Pitta jest właśnie teraz. Z kreacji miałkich amantów, dojrzał do postaci silnych, a do tego ironicznych. Również świetnie się sprawdza w rolach przygłupów. 

Najlepsze role – Aldo Apacz w Inglourious Basterds, Chad w Burn After reading.
Rola życia – jak na razie Billy Beane w Moneyball.

Woody Harrelson

Harrelson przewija się między kinem niezależnym, a wysokobudżetowym. Genialna intonacja, choć niewyraźna dykcja. Realistyczny w rolach nieprzyjemnych typów, graniczących z ośmieszeniem. Często w rolach epizodycznych, jako jedyny pozostaje w pamięci widza. Zwykle zatrudnia się go do ról wariatów, groteskowych psychopatów. A przecież Harrelson jest bardzo dobry jako aktor charakterystyczny jak również świetnie się prezentuje w rolach protagonistów. 

Najlepsze kreacje - David Douglas Brown w Rampart, Ezra Turner w Seven Pounds. Ujął mnie też jako Galaxia w epizodycznej roli z filmu Anger Management.
Rola życia – jak na razie Larry Flynt w The People vs. Larry Flynt.

Edward Norton 

Mam nadzieję, że nie odejdzie w zapomnienie, gdyż to jest prawdziwy, naturalny talent. W latach 90tych robił świetną karierę, teraz zaś pojawia się jedynie w krótkich rolach. Norton nie bał się swoich postaci, ba, sam je upadlał dla wzmocnienia efektu na ekranie. Obecnie pojawia się w wyjątkowo rzadko i to w rolach drugo, a nawet trzecioplanowych. Z roku na rok gra coraz łagodniej, a jego postaci wydają się takie bezbarwne. Niedługo na ekrany wchodzi Birdman, więc może aktor powróci do dawnej formy. 

Najlepsze kreacje – narrator w Fight Club, Jackie Teller w The score, Król Baldwin IV w Kingdom of Haven.
Rola życia – jak na razie Derek w American History X.

Gerard Butler

Wyraźny szkocki akcent. Warto zwrócić uwagę na to jakie miał role przed wkroczeniem do Hollywood. Nie chodzi mi o te wszystkie wybuchy i strzelani albo romantyczne pierdółki, w których obecnie się pojawia. Butler potrafi grać poważne, dramatyczne role, tylko o dziwo nikt mu takich nie daje. Wielka szkoda, gdyż ma niepowtarzalną, mocną barwę głosu i olbrzymią charyzmę.

Najlepsze role - Tullus Aufidius w Coriolanus, One Two w Rock’n’rolla, Król Leonidas w 300.
Rola życia - jak na razie Peter w Please! (kilka słów o tej krótkometrażówce tutaj)

Adrien Brody

Wiem, ma Oscara, tylko co z tego, jak nikt nie angażuje go w ciekawe projekty? Nietypowa uroda wydaje się mu przeszkadzać, zamiast pomagać. Muszę się przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie jako… Royce w Predators. Właściwie to wszędzie mnie zaskakuje. Wyjątkowo mocno utożsamia się ze swoimi bohaterami, tworząc w ten sposób wyraźną rolę.  

Najlepsze role – Royce w Predators, Psycho Ed w High School, Travis w The Experiment.
Rola życia – jak na razie Louis Simo w Hollywoodland

Billy Bob Thornton

Chyba odnalazł swoje miejsce w telewizji, gdyż tak uroczego psychopaty już dawno nie widziałam. Thorton zawsze pokazywał się w tym swoim ledwie widocznym uśmieszkiem. Niewiele osób zauważa, że każda jego postać się czymś wyróżnia. W spojrzeniach kreowanych przez niego postaci jest coś nietypowego, użyłabym określenie "upadłego". 

Najlepsze role – Willie w Bad Santa, Terry Collins w Bandits, Lorne Malvo w Fargo (serial).
Rola życia – Ed Crane w The Man who wasn’t there. Niewiele mówi, ale ile pokazuje swoją obojętną postawą. 

Benedict Cumberbatch 

Poważnie. Naprawdę uważam, że jest świetnym aktorem, ale dostaje zupełnie źle dobrane role. Tak, moim zdaniem prawie wszystkie kreacje geniuszy nie są dla niego, jak również czarne charaktery. Cumberbatch wybitnie wypada w rolach charakterystycznych jak również przeciętnych postaci z przyziemnymi problemami. Wtedy naprawdę rzuca się w oczy. Bez ekstrawaganckich gestów i barwnej mimiki. 

Najlepsze role – Peter w Tinker tailor soldier spy, Alexander Masters w Stuart: A Life Backwards, Vincent van Gogh w Vincent van Gogh: Painted with words.
Rola życia – jak na razie Paul Marshall z Atonement. To była pierwsza rolą, w której go widziałam. Z filmu nie zapamiętałam nikogo poza nim. Kreacja zbudowana na nonszalancji, wzniosłości, przy zderzeniu z odpychającym charakterem tej postaci , tworzy nietypową mieszankę wybuchową.

Kogo jeszcze widzicie na liście?

20 listopada 2013

The Counselor (Adwokat, reż. Ridley Scott, 2013)

Adwokat należy do jednego z nielicznych dzieł w tym roku, który mnie rozczarował na każdej płaszczyźnie. Problem tkwi już w samym scenariuszu. Po prostu wiało tam bezdenną nudą. I bynajmniej nie uważam, aby wybuchy i strzelanina były bardziej wartościowe od portretu psychologicznego oraz kwestii mówionych. Fabuła może być flegmatyczna, pozbawiona zwrotów akcji i wielkich zaskoczeń. Ale najważniejsze jest to, że postacie, jeśli nie mogą przykuć uwagi dynamiką, to muszą chociaż mieć COŚ do powiedzenia.

I tak w Adwokacie przy całkowitej stagnacji w akcji liczyłam na niezłe dialogi. W końcu pisał je nie kto innych jak Cormac McCarthy (którego jako pisarza wprost uwielbiam). I o ile sam reżyser Ridley Scott niespecjalnie ma "słuch" do formy dźwiękowej, o tyle autor genialnych powieści jak najbardziej powinien je mieć. Niestety miałam wrażenie, że wszyscy zapadli na filmową głuchotę (żeby nie powiedzieć głupotę).

Ze sceny na scenę film wydaje się coraz bardziej absurdalny. Nieudana akcja narkotykowa, przeprowadzona za pośrednictwem tytułowego adwokata (która wydaje się głównym wątkiem) nagle rozpada się pod względem narracji. Bliżej końca coś próbuje się skleić, powstać z niczego, ale teksty w tym nie pomagają, bowiem brzmią co najmniej jak z kiepskiego powieścidła. Są groteskowe, bzdurne albo wulgarne. Przeważają niczym nie znaczące gadki o seksie na zmianę z "bardziej znaczącymi" rozmowami o istniejących, wymyślnych narzędziach zbrodni, które ulokowane w płytkich historyjkach nie wzbudzają żadnych emocji.

A przy okazji dialogów równie koszmarnie wypadają aktorzy. Michael Fassbender przez pierwszą godzinę posyła swoje dziwaczne uśmieszki, aby na koniec zalać się łzami, zasmarkać i zapluć. Naturalizm był a jakże, ale Oskara za to nie będzie. Aktor ten o ile ma dobre dialogi i jest nieźle poprowadzony przez reżysera, prezentuje się rewelacyjnie. W innym wypadku wydaje się najzupełniej bezradny. Trudno mu się dziwić, że niewiele wykrzesał z adwokata. Jego postać, ćwierć inteligentny pan mecenas, co chwilę powtarza kwestie pozostałych bohaterów, co jest równie irytujące jak to, kiedy beznamiętnie wypluwa pseudoromantyczne teksty w stronę Penelopy Cruz.

Javier Bardem przedstawia jedną z postaci, które uważam za najtrudniejsze do wiarygodnie brzmiącego zobrazowania, a mianowicie swego rodzaju „luzactwa”. Widać momentami, że aktor chciał się wyzbyć tej dziwacznej, narzuconej maniery, aby dowieść coś więcej. Tymczasem wyszła taka nijaka hybryda w kreacji ni żartem ni serio, a tym samym zupełnie nijaka, która tylko i wyłącznie fajnie wygląda.

Migający od czasu do czasu Brad Pitt zgrywa kolejnego cwaniaka, nie pokazując nic poza tym co już dostrzegłam w jego dojrzalszych kreacjach. Jest go na tyle mało, że nie widzę większego sensu, żeby poddać go głębszej analizie.
Kadr z filmu Adwokat, 2013, dystr. Buena Vista Pictures

Zaskoczeniem jest natomiast Cameron Diaz, która dosyć naturalnie weszła w skórę Malkiny. Zimna i cyniczna odgrywa rolę femme fatale oraz czarnego charakteru w jednym. Prosto, bez kombinowania poprowadziła swoją postać, co w jej wypadku wydaje się kluczem do niezłej kreacji. Do tego "lamparci" makijaż oraz tatuaż podkreślały drapieżne cechy bohaterki.

Plusem z pewnością jest otwarte zakończenie i wszechobecna postać nieuzasadnionego, czystego zła, która tak fascynuje pisarza/scenarzysty. Są bardzo dobre zdjęcia Dariusza Wolskiego, zarówno te sfilmowane na planie ogólnym jak również zbliżenia. Muzyka brzmi ciekawie, chociaż w moim odczuciu zbyt dużo zdradza w i tak kulejącej fabule.

Adwokat mógł być wielkim dziełem, przecież miał pomysł, dobrych aktorów i świetnego reżysera. Tylko scenarzysta nie nadążył za resztą ekipy... A może zaufanie reżysera było zbyt duże? Co poszło nie tak skoro za scenariusz odpowiadał prawdziwy mistrz słowa, który napisał książkę i stworzył „podkładkę” do filmu To nie jest kraj dla starych ludzi? Gdyby był to koszmarek spod znaku dawnego "hallamark" zapewne oglądałabym go w domu z trudem powstrzymując chichot. Niestety na sali kinowej czułam tylko zażenowanie i żal.

Ocena ogólna 2+,3-/6
Scenariusz i reżyseria 2/6
Aktorstwo 3-/6
Zdjęcia 4/6
Muzyka 3-/6
Klimat 2/6

21 lutego 2013

Jak oceniać współczesną grę aktorską? Podstawy

Kluczowe elementy gry aktorskiej
Realizm w grze

W tej części zajmę się m.in. podstawowymi elementami w grze aktorskiej i realizmem w filmie.

Na grę aktorską składa się kilka elementów:
- wizualnych (związane z wyglądem twarzy i ciała) do których należą mimika (twarz), gesty (w szczególności dłonie) i postawa. Były one najważniejsze w kinie niemym.

- dźwiękowych (związanych z wypowiadaniem danych kwestii), dotyczących głosu (barwy, intonacji, modulacji) i efektów dźwiękowych (nieartykułowane dźwięki), które jak wiadomo pojawiły się dopiero w filmach dźwiękowych.

W kolejnych częściach rozwinę wszystkie z wymienionych elementów. Tymczasem opowiem o jednym z często dyskutowanym temacie w aktorstwie, jakim jest realizm zarówno w grze jak i filmie.

Realizm w grze aktorskiej
1. Czy istnieje coś takiego jak realistyczna gra aktorska?
2. Czy realizm należy oceniać jako całość?
3. Co aktor może zagrać realistycznie?
4. Czy w filmie zawsze powinno obowiązywać zachowanie zbliżone do realistycznego?

Realizm w filmie nie istnieje choćby dlatego, że sam obraz jest tylko odbiciem rzeczywistości. Czasem ją upiększa, zniekształca czy hiperbolizuje. Jeśli dane dzieło nie ma w sobie nic z autentyzmu, bo należy do gatunku fantastyki czy surrealizmu (jak choćby filmy Dawida Lyncha czy Dawida Cronenberga) to trudno mówić również o roli jako "tej realistycznej". Takie kreacje zazwyczaj budowane są dużo swobodniej i z przymrużeniem oka albo opierane są na innych elementach, które mogłyby zbliżyć postać do tej realistycznej. Bo jak można stworzyć rolę wiedźmy, centaura czy androida tak, żeby była równie naturalna co postać człowieka?

Przykładem takiej gry może być Sean Astin we Władca Pierścieni – Dwie wieże. Hobbit Sam w jego wykonaniu był uważany przez krytyków za jedną z najlepszych kreacji w filmie. Mówiło się o niej jako „tej realistycznej”. Przecież nie można powiedzieć, że Niziołek jest postacią pochodzącą z naszego świata. Ale już o jego emocjach jak płacz czy złość, albo pokazywanie kalectwa (zarówno psychicznego jak i fizycznego), którego doświadcza w podróży jest jak najbardziej odtworzone naturalnie.


Jak widać realizmu nie da się oceniać całościowo. Składa się on na pojedyncze części, które są mniej lub bardziej znaczące, w zależności np.: od gatunku czy wieku rozgrywania się akcji filmu. W takim razie co aktor może zagrać realistycznie?

1. Emocje (negatywne: strach, bezsilność, wstyd, upokorzenie, gniew, trema i pozytywne: radość, duma, siła), uczucia (miłość), afekty, nastroje (zadowolenie, irytacja, nostalgia, tęsknota, samotność), namiętności (chciwość).
2. Widoczny zły stan fizyczny (kalectwo, upojenie alkoholowe, choroba).
3. Widoczne bądź ukryte zaburzenia psychiczne (choroby psychiczne, upośledzenia umysłowe, zakłócenia czynności psychicznych
4. Zaspokajanie (lub brak zaspokojenia) potrzeb fizjologicznych.
5. Zachowanie?

Emocje
Zacznę od emocji na podstawie krótkiej sceny z filmu Django Quentina Tarantino.


Mamy dwie zróżnicowane pod względem emocjonalnym jednostki. Django (Jamie Foxx) gra postać, która nie ukazuje zbyt wielu emocji, natomiast King Shultz (Christoph Walt) jest jego całkowitym przeciwieństwem. Można na jego twarzy dostrzec aż pięć zróżnicowanych emocji: złość, strach, zawstydzenie, irytację aż w końcu bezsilność.

Emocje powinny być wyważone przez aktora, o ile jest postacią zdrową psychicznie. W innym wypadku dopuszczane są silniejsze ekspresje w mimice, choć i one powinny być odpowiednio ukazywane.

Zły stan fizyczny
Zły stan fizyczny ukażę na podstawie scenki z There will be blood (Aż poleje się krew) przy okazji pokazując również emocje, które widać na twarzy dwójki bohaterów.


Stan fizyczny jest dość łatwy do pokazania, o ile aktor utrzymuje go przez cały film bądź całą scenę (jeśli chodzi np. o upojenie alkoholem). Gdy bohater zostaje okaleczony w nogę powinien kuleć na nią do końca filmu (chyba, że następuje upływ czasu albo gdy zostaje na nią wyleczony). Daniel Day Lewis na początku filmu zostaje okaleczony w nogę, a jego kuśtykanie widać w późniejszych scenach.

Dodatkowo można się przyjrzeć emocjom jakie rodzą się na twarzach postaci. Po wnikliwszej obserwacji prócz gniewu u obu bohaterów pojawiają niemal wszystkie negatywne uczucia takie jak niechęć, wstręt czy upokorzenie.


Za drugi przykład pokażę scenę z True Grit (Prawdziwe męstwo), 2010. Bohater grany przez Jeff’a Bridgesa, szeryf-pijak Rooster Cogburn, zatacza się, potyka o własny płaszcz, wskutek ciągłego sięganie po flaszkę whisky. Upojenie alkoholem widać w gestach, postawie i mowie aktora. Nawet zejście z konia jest niezdarne, jak również próba podniesienia się z ziemi.

Zaburzenia psychiczne
Zaburzenia psychiczne są dużo trudniejsze do zagrania. Wymaga wiele wysiłku od aktora, gdyż są połączone z silnymi emocjami. Powinien zwracać na nie uwagę przede wszystkim reżyser. Niekontrolowane ruchy i mimika mogą bardzo łatwo przejść z tragizmu w komizm.


W Twelve monkeys (12 małp) Brad Pitt balansuje na granicy komizmu i tragizmu postaci. Jego choroba psychiczna jest aż nazbyt widoczna. W porównaniu z Brucem Willisem, który gra bohatera mocno otumanionego lekami, Pitt wykazuje się silną stylizacją.

Zaspokajanie bądź brak zaspokojenia potrzeb fizjologicznych
Zaspokajanie lub brak zaspokajania potrzeb fizjologicznych łączy się również z fizjonomią postaci. Stąd coraz częściej zdarza się, że widzimy ogromne chudnięcie bądź przybranie na wadze, nawet podczas trwania zdjęć. Oprócz tego mamy jeszcze np. odpowiednie ukazanie braku snu czy efekt głodzenia się.


Michael Fassbender w filmie Hunger (Głód) gra irlandzkiego bojownika, który walczy o swoje prawa, przeprowadzając strajk głodowy. W scenie widać jak organizm postaci reaguje na podczas długotrwałego głodzenia się. Pomijając artystyczny aspekt sceny, sama gra aktora wygląda realistycznie.

Zachowanie
Zachowanie należy do tych elementów, w których najtrudniej o realizm i zazwyczaj nie powinno się o nim mówić pod tym kątem. Wynika to z prawdopodobieństw lub nieprawdopodobieństw zachowania bohatera w danej sytuacji. Stąd ukazanie tu realizmu jest niemal niemożliwe do wykonania, gdyż każdą decyzję bohatera należy rozpatrywać indywidualnie. Człowiek jest istotą skomplikowaną, wystarczy wziąć pod uwagę cechy wrodzone i nabyte z różnych środowisk, w których żył albo żyje.

Inna sprawa jest taka, że choć dana osoba zareaguje tak, a nie inaczej nie oznacza to, że zachowanie jej wygląda na mniej lub bardziej realistyczne. A jeśli nawet działanie to jest w naszych oczach zupełnie nonsensowne to trzeba jeszcze wziąć pod uwagę „filmowe prawa”, którymi rządzi się współczesne kino wywodzące się już z lat 90tych. Posłużę się tutaj jednym z najbardziej wyrazistych przykładów.

Marge Gunderson czyli Frances McDormand w filmie Fargo jest policjantką w zaawansowanej ciąży, która podąża tropem psychopatycznych morderców. Kobieta jedzie samochodem na odludzie. Wzywa wsparcie, ale nie wycofuje się. Pomimo niebezpieczeństwa grożącego jej jak i nienarodzonego dziecka, idzie przez zasypaną śniegiem drogę, aby schwytać zabójców.

Czy w takim razie to zachowanie powinno być nazwane jako te nieprawdopodobne? Powiedzmy, że na dziesięć kobiet, dziewięć pomyślałyby o sobie i dziecku, ale jedna Marge zrobiła coś zaskakującego. Właśnie. Zachowanie w kinie współczesnym powinno być zaskakujące, często nawet nielogiczne. Im bardziej przewidywalne postępowanie bohatera, tym film jest mniej atrakcyjny dla widzów. Po za tym nie jesteśmy w stanie do końca udowodnić, że to co zrobiła postać w filmie jest realnie czy nie. Margie od początku zachowuje się nierozważnie, więc to jaką podejmuje decyzję w końcowej scenie nie jest już aż tak zaskakujące.

Podsumowanie:
Elementy wizualne (mimika, gest, postawa) i dźwiękowe (głos, elementy dźwiękowe) składają się na podstawę w grze aktorskiej. To na nie powinno się zwracać szczególną uwagę podczas obserwacji w filmie.

Realizm w filmie rządzi się własnymi prawami. Aby sprawdzić czy dany aktor poprawie odtwarza swoją postać należy zwrócić uwagę na jego emocje, zaspokajanie lub nie potrzeb fizjologicznych, stan fizyczny i psychiczny. Zachowanie bohatera w kinie współczesnym powinno być jak najbardziej zaskakujące, dlatego nie mówi się o jego realizmie.


25 grudnia 2012

Najlepsze role 2012 roku. Aktorzy

AKTORZY

Rok 2012 nie należał do wybitnych pod względem filmów. Wiele z oczekiwanych produkcji, okazały się dla krytyków jak i widzów sporym rozczarowaniem. A co z aktorstwem? Tutaj czułam spory niedosyt. Z ekranów zniknęło wiele genialnych twarzy. Jednak ci co się pojawili, zasłużyli w moim odczuciu na wyróżnienie. Nie ma wśród nich Joaquin Phoenix'a, którego kreacji w Mistrzu nie obejrzałam. Zważywszy na liczne wyróżnienia zapewne i ta rola jest również ciekawa.

1. MICHAEL FASSBENDER

Wyważone kreacje, dojrzałość aktorska, ciekawe wybory w filmach. Fassbender udowodnił, że można dryfować między kinem ambitnym, a superprodukcjami i pozostać przy tym prawdziwym artystą. Aktor nie potrafi utrzymać na barkach całej produkcji (zresztą, który obecnie potrafi), ale przy dobrym, reżyserskim prowadzeniu pojedyncze sceny z jego udziałem stają się prawdziwym majstersztykiem.
Ostatnie role:
Wstyd
Prometeusz

2. BRAD PITT

Ktoś napisał, że jest jak wino i trudno się z tym nie zgodzić. Nie chodzi tylko o dobór ról, ale i o podejście do swoich postaci. Bohaterowie kreowani przez Pitta są zabawni, zuchwali i wreszcie całkowicie indywidualni. Im więcej dystansu, tym więcej swobody twórczej. Oby tak dalej.
Ostatnie role:
Zabić, jak to łatwo powiedzieć

3. MADS MIKKELSEN

To był zdecydowanie rok dla Mikkelsena. Nagroda w Cannes, dla najlepszego aktora uczyniła go znanym i lubianym. Jego role charakteryzują się całkowitą powściągliwością, lekkim uśmiechem oraz posągową postawą. Potrafi być czarnym charakterem, dziwakiem, postacią dwuznaczną i amantem. Jednak jest jedna rzecz, która łączy wszystkich jego bohaterów- zawsze są owiani aurą tajemniczości. Przy takim nietypowym wyglądzie cecha jak najbardziej pożądana.
Ostatnie role:
Kochanek królowej
Jagten

4. DANIEL CRAIG

Nie wszyscy akceptują Craiga jako Jamesa Bonda. Ale trzeba przyznać, że żaden z aktorów wcielających się w agenta nie wywołał tyle szumu wśród widzów. Moim zdaniem Craig to powiew świeżości i autoironii do 007. A w ostatniej części widać w tej postaci zmęczenie, wątpliwości, a przede wszystkim- ludzką twarz.
Ostatnie role:
Skyfall

5. TOM HARDY

Siła jego ról oparta jest na mocno emocjonalnych postaciach. Ale ostatnio Hardy nieco pohamował swoich bohaterów. Tym samym pokazał, że potrafi być zarówno impulsywny jak i opanowany. W obu stylizacjach jest równie przekonywujący.
Ostatnie role:
Mroczny rycerz powstaje
Gangster

6. ROBERT DOWNEY JR.

Nie są to najlepsze role, najlepszego aktora. Jednak Robert Downey jr. należy do gwiazd, która w prosty sposób potrafi ukraść film tylko dla siebie. Genialność tych ról polega na całkowitej spontaniczności w ich kreowaniu. Do tego potrafi być szarmancki, złośliwy i nieprzewidywalny. Połączenie bad boya i dżentelmena. Jak znalazł na współczesne czasy.
Ostatnie role:
The Avengers

8 grudnia 2012

Killing them softly (Zabić, jak to łatwo powiedzieć, reż. Andrew Dominik, 2012)

Andrew Dominik to oryginalny, współczesny twórca, zupełnie inaczej podchodzący do fabuły filmu. Ma na swoim koncie trzy dzieła w tym słynne Zabójstwo Jessey’go Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda. Uśpiona atmosfera, dialogi, i właściwie tytuł podający nam całą treść jak na tacy.

U Dominika właśnie tak jest. Fabuła nie ma zupełnie znaczenia, nie ważne kiedy w końcu Jessy James zginie, ani nawet, w którym momencie Robert Ford zacznie obmyślać plan zemsty. Ważne jest to jak zostaną poprowadzeni aktorzy, czy dużą rolę odegra muzyka i czy poprzez zdjęcia odczujemy klimat IX wieku.

Reżyser pokazał niemal to samo w Killing them softly. Scenariusz ma bardzo prostą konstrukcję. Płatny morderca- Jackie Cogan- zostaje wynajęty do odszukania i wymierzenia kary dla mężczyzn, którzy obrabowali kasyno.




Kadr z filmu Zabić, jak to łatwo powiedzieć, dystrybucja Monolith Films

Film jest przede wszystkim dla koneserów. Jeśli ktoś chce iść tylko i wyłącznie dla fabuły czy rozwoju akcji to szczerze odradzam. Długie dialogi i monologi postaci, stworzone dla aktorów, w których każdy z nich ma swoje „pięć minut”. Ujęcia mocno współgrają z zaistniałymi sytuacjami (scena z zażywaniem narkotyków, w którym zastosowano sugestywne zaciemnianie się obrazu i użycie efektu iris). Również dźwięk ma swoją dużą rolę (nałożenie, wygłaszanych przemówień w dwóch oddalonych od siebie samochodowych radiach). Warsztatowo Killing them softly jest prawdziwą perełką, choć dla wrażliwych widzów mogą pojawić się sceny morderstw, które będą zbyt mocno przez reżysera uwydatnione, jak spowolnione tempo wystrzelonych kul, które dosłownie „dziurawią” jedną z postaci.

Brad Pitt kreuje swojego bohatera bardzo swobodnie, ale i z dystansem. Aktorsko nie do końca poddał się stereotypowi bezwzględnego mordercy. Jackie uśmiecha się, ironizuje, komentuje. Ale swoim zachowaniem bardziej przypomina ogół społecznych zachowań w dobie kryzysu, niż indywidualną jednostkę z krwi i kości. Jest czymś niekontrolowanym, złośliwym, złym, a przy tym mentalnie konsumpcyjnym. Uosabia rządzę pieniędzy, niechęci do spoufalania, skrajnej obojętność i brak szacunku dla ludzkiego życia.
Brad Pitt, kadr z filmu Zabić, jak to łatwo powiedzieć, dystrybucja Monolith Films

Co do pozostałych aktorów, ciekawie wykazali się mniej znani Scoot McNairy i partnerujący mu Ben Mendelsohn, którzy stali się tzw. trybikiem dla rozwoju akcji. Z początku wydają się przeciętni, nieco zbyt bladzi, aby utrzymać ponurą scenerię filmu. Być może dlatego Dominik stworzył z nimi sceny mocno odrealnione i trochę komiczne, a przez to mocno kontrastujące z całą fabułą.

Dla dodatku James Gandolfini, w nie do końca typowej dla siebie roli. Widać jak sugestywnie puszcza oko do widza, tworząc nieco zwietrzałą postać legendy- zabójcy, obecnie napalonego na małolaty podtatusiałego pijaka.

W większości recenzji zarzuca się Dominikowi antypolityczną demonstrację. Patrząc na kryzys, zachwianie wartości i rolę pieniądza, nie dziwię się takich opinii, chociaż ja tak do końca tego nie odebrałam.

Killing them softly to jeden z sarkastycznych obrazów współczesnej Ameryki. W przerywnikach dialogów między postaciami czy daleko w tle akcji, słyszymy pompatyczne deklaracje Baracka Obamy czy Georga W. Busha, o równości i braterstwie. Postać grana przez Pitta kpiąco komentuje ich słowa, zamykając usta wszystkim naiwniakom: Ameryka to nie kraj. To biznes.

Jedna z oryginalnie zrealizowanych scen w Killing them softly, gdzie wykorzystano konstrukcję domu. Kamera rejestruje tylko to co się dzieje na zewnątrz.

Ocena ogólna: 5/6
Scenariusz i reżyseria : 5/6
Aktorstwo: 5/6
Muzyka: 6/6
Scenografia, kostiumy, charakteryzacja: 4/6
Klimat: 5/6

Informacje dodatkowe:
! film zawiera brutalne sceny, wulgarny język i zażywanie narkotyków - nie dla wrażliwych widzów.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...