Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rockwell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rockwell. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2014

Znani, niedoceniani

Takie rankingi pojawiały się już niejednokrotnie, ale gdy widzę co roku te nominowane czy nagradzane „wybitne” gwiazdy, podczas gdy role świetnych aktorów są pomijane szerokim łukiem, naprawdę trudno się nie wzburzyć.

Oczywiście ranking ten mógłby się ciągnąć w nieskończoność, a niektóre nazwiska mogą się wydawać kontrowersyjne. Kolejność, może poza miejscem pierwszym, przypadkowa. Następną część poświęcę mniej znanym, niedocenianym aktorom. Potem zaś przejdę do aktorek.

Gary Oldman

Przeglądając rankingi innych osób, zawsze się pojawia, co mnie szczególnie nie dziwi. Jeżeli miałabym wymienić aktora- rzemieślnika to jest to pierwsze nazwisko, które przychodzi mi do głowy. Oldman zawsze prezentuje się świetnie, zarówno w roli psychopaty jak i amanta. Potrafi być jednocześnie czarujący i odpychający. Ten talent to nie tylko wulkan emocji, ale również perfekcyjny warsztat. Wystarczy przypatrzeć się niektórym jego rolom – każda jest inna. Nie tylko jeśli chodzi o charakteryzację, ale również gesty, mimika i przede wszystkim głos. Różne intonacje, akcenty, nawet zmieniona barwa. Nie jestem w jego przypadku obiektywna, ale zobaczycie sami czy nie mam racji. Dla mnie to geniusz w czystej postaci. Dlaczego ten aktor nie gra protagonistów skoro tak świetnie się w nich sprawdza?

Najlepsze kreacje – Hrabia Dracula (Dracula), Jack Grimaldi (Romeo is Bleeding). 
Rola życia – jak na razie George Smiley (o rolach aktora tutaj) w Tinker tailor soldier spy (recenzja tutaj). Nie, nie Norman Stansfield z Leon. Sztuką jest u niego nie tylko uwydatnianie emocji, ale również je tłumienie. A jako Smiley zrobił to brawurowo. 

Steve Buscemi

Najbardziej owocne dla tego aktora były lata 80 i 90te (kilka słów o aktorze tutaj). Potem był spadek w dół, role podobne jedna do drugiej (choć zagrane perfekcyjnie). Genialność tego aktora polega na tym, że nie potrafi się znudzić. Serial gangsterski Boardwalk Empire otworzyło mu kolejną furtkę, choć o wiele za późno.

Najlepsze kreacje – Carl w Fargo, Seymour w Ghost world, Mr. Pink w Reservoir dogs.
Rola życia – jak na razie Nucky Thomson w Boardwalk Empire.

Tim Roth

Zachowanie i wygląd szczwanego lisa. Roth wzbudza często mieszane uczucia u widzów, ze względu na dosyć oryginalny sposób kreowania bohaterów. Niemal zawsze patrzy spode łba, szczerzy się, garbi i trzyma ręce w kieszeni. W tym szaleństwie była metoda przez całe lata 90te. Aktor pojawia się obecnie w kinie niezależnym i, ku mojej uciesze, idzie mu bardzo dobrze.

Najlepsze kreacje – Mr. Orange w Reservoir dogs, Ted w Four Rooms, Archie w Broken.
Rola życia – Dr. Cal Lightman w serialu Lie to me. Idealnie wyważona, prawdziwy popis aktorski. 

Sam Rockwell

Kolejny ekscentryk na liście. Dużo słabszy w intonacji, z dość szpetną barwą głosu, za to nieopisany w ukazywaniu emocji na twarzy, podkreślanych często ekspresyjnym gestem. Talent Rockwella jest wykorzystywany co najwyżej w 40%. Po większości filmach widać, że można cały obraz oprzeć na kreowanej przez niego postaci, pod warunkiem, że ma dojrzałą rolę i jest kontrolowany przez dobrego reżysera. 

Najlepsze kreacje – Billy w Seven Psychopaths,  Frank w Matchstick Men, Wild Bill Wharton w The Green mile.
Rola życia – Sam Bell w Moon. Bez zbędnego szarżowania, wyjątkowo dojrzale wykreowana postać. 

Leonardo DiCaprio

Dużo osób mówiło, że rolę życia otrzymał już w Aviator. Dla mnie jego najoryginalniejszą kreacją był Candy w Django unchained. Tam musiał się wykazać czymś innym niż tylko cierpiętniczym wzrokiem i płaczem przeplatanym z gniewem. Candy jest nonszalancki, diabeł w ludzkiej skórze, podkoloryzowany pod względem gestu, zachowań i samego wyglądu. Majstersztyk. Szkoda, że niemal całkowicie pominięty w nominacjach, nie mówiąc już o nagrodach. Zauważyłam, że w „szanownej akademii” nie lubią zmian w rolach aktorów. DiCaprio najlepiej dla nich prezentuje się wtedy, gdy zachowuje się żałośnie. Nie gdy może pokazać swoje inne oblicze. 

Najlepsze kreacje – Serio, muszę wymieniać? Trochę tego będzie. Powiedzmy, że najbardziej powalił mnie jako Amsterdam w Gangs of New York i Frank Wheeler w Revolutionary Road.
Rola życia – jak na razie Candy Django Unchained. Słodki jak cukierek, do tego psychopata i prostak w jednym. Oczywiście o  Jordanie z The Wolf of Wall Street nie muszę chyba pisać (recenzja filmu tutaj). 

Brad Pitt

Zabawne, ale najpopularniejsza twarz Hollywood nigdy nie sięgnęła po te bardziej prestiżowe nagrody. Chociaż dużo osób zachwyca się jego rolą w 12 monkeys, dla mnie osobiście była to tylko kalka (chociaż dobra) Denisa HooperaApocalypse Now. Czas Brada Pitta jest właśnie teraz. Z kreacji miałkich amantów, dojrzał do postaci silnych, a do tego ironicznych. Również świetnie się sprawdza w rolach przygłupów. 

Najlepsze role – Aldo Apacz w Inglourious Basterds, Chad w Burn After reading.
Rola życia – jak na razie Billy Beane w Moneyball.

Woody Harrelson

Harrelson przewija się między kinem niezależnym, a wysokobudżetowym. Genialna intonacja, choć niewyraźna dykcja. Realistyczny w rolach nieprzyjemnych typów, graniczących z ośmieszeniem. Często w rolach epizodycznych, jako jedyny pozostaje w pamięci widza. Zwykle zatrudnia się go do ról wariatów, groteskowych psychopatów. A przecież Harrelson jest bardzo dobry jako aktor charakterystyczny jak również świetnie się prezentuje w rolach protagonistów. 

Najlepsze kreacje - David Douglas Brown w Rampart, Ezra Turner w Seven Pounds. Ujął mnie też jako Galaxia w epizodycznej roli z filmu Anger Management.
Rola życia – jak na razie Larry Flynt w The People vs. Larry Flynt.

Edward Norton 

Mam nadzieję, że nie odejdzie w zapomnienie, gdyż to jest prawdziwy, naturalny talent. W latach 90tych robił świetną karierę, teraz zaś pojawia się jedynie w krótkich rolach. Norton nie bał się swoich postaci, ba, sam je upadlał dla wzmocnienia efektu na ekranie. Obecnie pojawia się w wyjątkowo rzadko i to w rolach drugo, a nawet trzecioplanowych. Z roku na rok gra coraz łagodniej, a jego postaci wydają się takie bezbarwne. Niedługo na ekrany wchodzi Birdman, więc może aktor powróci do dawnej formy. 

Najlepsze kreacje – narrator w Fight Club, Jackie Teller w The score, Król Baldwin IV w Kingdom of Haven.
Rola życia – jak na razie Derek w American History X.

Gerard Butler

Wyraźny szkocki akcent. Warto zwrócić uwagę na to jakie miał role przed wkroczeniem do Hollywood. Nie chodzi mi o te wszystkie wybuchy i strzelani albo romantyczne pierdółki, w których obecnie się pojawia. Butler potrafi grać poważne, dramatyczne role, tylko o dziwo nikt mu takich nie daje. Wielka szkoda, gdyż ma niepowtarzalną, mocną barwę głosu i olbrzymią charyzmę.

Najlepsze role - Tullus Aufidius w Coriolanus, One Two w Rock’n’rolla, Król Leonidas w 300.
Rola życia - jak na razie Peter w Please! (kilka słów o tej krótkometrażówce tutaj)

Adrien Brody

Wiem, ma Oscara, tylko co z tego, jak nikt nie angażuje go w ciekawe projekty? Nietypowa uroda wydaje się mu przeszkadzać, zamiast pomagać. Muszę się przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie jako… Royce w Predators. Właściwie to wszędzie mnie zaskakuje. Wyjątkowo mocno utożsamia się ze swoimi bohaterami, tworząc w ten sposób wyraźną rolę.  

Najlepsze role – Royce w Predators, Psycho Ed w High School, Travis w The Experiment.
Rola życia – jak na razie Louis Simo w Hollywoodland

Billy Bob Thornton

Chyba odnalazł swoje miejsce w telewizji, gdyż tak uroczego psychopaty już dawno nie widziałam. Thorton zawsze pokazywał się w tym swoim ledwie widocznym uśmieszkiem. Niewiele osób zauważa, że każda jego postać się czymś wyróżnia. W spojrzeniach kreowanych przez niego postaci jest coś nietypowego, użyłabym określenie "upadłego". 

Najlepsze role – Willie w Bad Santa, Terry Collins w Bandits, Lorne Malvo w Fargo (serial).
Rola życia – Ed Crane w The Man who wasn’t there. Niewiele mówi, ale ile pokazuje swoją obojętną postawą. 

Benedict Cumberbatch 

Poważnie. Naprawdę uważam, że jest świetnym aktorem, ale dostaje zupełnie źle dobrane role. Tak, moim zdaniem prawie wszystkie kreacje geniuszy nie są dla niego, jak również czarne charaktery. Cumberbatch wybitnie wypada w rolach charakterystycznych jak również przeciętnych postaci z przyziemnymi problemami. Wtedy naprawdę rzuca się w oczy. Bez ekstrawaganckich gestów i barwnej mimiki. 

Najlepsze role – Peter w Tinker tailor soldier spy, Alexander Masters w Stuart: A Life Backwards, Vincent van Gogh w Vincent van Gogh: Painted with words.
Rola życia – jak na razie Paul Marshall z Atonement. To była pierwsza rolą, w której go widziałam. Z filmu nie zapamiętałam nikogo poza nim. Kreacja zbudowana na nonszalancji, wzniosłości, przy zderzeniu z odpychającym charakterem tej postaci , tworzy nietypową mieszankę wybuchową.

Kogo jeszcze widzicie na liście?

23 lutego 2014

Jak oceniać współczesną grę aktorską? Część pierwsza, gesty w filmach.

Elementy wizualne w grze aktorskiej - gesty 

1. Informacje ogólne
Czym są gesty w kreacjach aktorskich?
Czy można pokazać znany gest poprzez zastosowanie nowych technik filmowych?

Gesty to nic innego jak dłonie. Można dzięki nim pokazać zdenerwowanie, rozczarowanie czy złość. (Okay, środkowy palec, salutowanie, znak krzyża, trzymanie kciuków).
Steve Buscemi jako George Twisp. Kadr z filmu Grzeczny i grzeszny, 2009

W realnym świecie gesty mogą być świadome bądź nie. W aktorstwie zwykle (choć nie jest to norma) są odpowiednio ubarwiane (gdy stylizacja jest silna) albo tłumione (w przypadku stylizacji stonowanej), ale niemal zawsze są świadome. Rzecz jasna, gesty wyżej wymienione (jak okey, środkowy palec czy trzymanie kciuków) poprzez swoje częste ukazywanie się, nie są specjalnie atrakcyjne. Dlatego zarówno scenarzyści i aktorzy czasem wymyślają nowe albo stosują odpowiednie techniki, aby odświeżyć wygląd znanego gestu (kadr z filmu Grzeczny i grzeszny).

2. Gesty związane z przebiegiem fabuły
Czasem pojawiają się wyjątkowe gesty, które pozostają w świadomości widza (np. groźba pokazana przez Viggo Mortensena w filmie Wschodnie Obietnice).
Viggo Mortensen jako Nikolai Luzin. Gif z filmu Wschodnie obietnice

Nikolai Luzin żyje w Londynie na usługach rosyjskiej mafii. Gangsterzy ze względu na trudną sytuację w zdobyciu broni palnej, wykonują swoją brudną robotę (m.in podrzynanie gardeł) nożami, czy kijami. Mortensen mógł zastraszyć w dość znany sposób, ale wykonał inny gest, który wzbudza większe emocje poprzez swoją nietuzinkowość. 

Inne gesty związane z postacią oraz fabułą film dobrze ukazuje dzieło Tony'go Kaye'a American History X (Więzień nienawiści, 1998)
Edward Norton w roli Derka. Kadr z filmu Więzień nienawiści, 1998

Tutaj Derek Vinyard - postać grana przez Nortona - jest neonazistą, który po długiej odsiadce wychodzi na wolność i postanawia zmienić życie swoje i młodszego brata. Scena ukazuje moment po wyjściu z prysznica, w którym Derek zakrywa dłonią tatuaż ze znakiem swastyki na piersi. Wcześniej ów symbol był wyrażeniem jego poglądów i uczuć (przesyconych nienawiścią). Po odrzuceniu neonazistowskiej ideologii ten gest przy rozwoju fabuły staje się jeszcze bardziej znaczący, a przy tym przejmujący.

3. Świadomość i nieświadomość w przekazywaniu gestów
Zdarza się, że aktor z większym doświadczeniem potrafi pokazać jeden gest w różnych odsłonach, w zależności od tego w jakim gatunku filmu gra.
Cate Blanchett. Kadry z filmów od lewej: Elizabeth z 1998 i I’m not there z 2007

W obu przypadkach postać grana przez Cate Blanchett jest zamyślona. W obu scenach przykłada palec do ust, trzyma w dłoni jakiś przedmiot i kieruje go wraz z dłonią w tym samym kierunku. Biorąc pod uwagę wiek, charakter, czasy w których żyje postać oraz to kim jest i jakiej jest płci (W I'm not there aktorka gra mężczyznę), Blanchett nie powinna pokazywać tego gestu w takim sam sposób, gdyż wyglądałoby to nieco dziwnie. Dlatego świadomie zmieniła jego wygląd. Przy okazji w obu przypadkach zachowała indywidualizm swojej postaci.

I tutaj pojawia się kolejna kwestia. Przy obserwacji warto zwrócić uwagę na to czy dany gest pasuje nie tylko do postaci czy sytuacji, ale także czasów, w których rozgrywa się akcja. Chyba, że sam film łamie konwencję filmową, o czym za chwilę.

Pokazywanie tych samych gestów, w taki sam sposób, nie jest oczywiście złe. Niektórzy aktorzy specjalnie używają tych samych elementów wizualnych (szczególnie komicy) przez co są bardziej rozpoznawalni. Woody Allen w każdym filmie nerwowo ociera dłonie (tzw. mycie) albo wymachuje rękami. Jednak w jego wypadku gesty te są spontaniczne i nieświadome.
Woody Allen w filmie Hannah i jej siostry, 1968

4. Naśladownictwo
Czy aktor może zachować indywidualność swoich postaci podczas "przygarnięcia" elementów wizualnych od innego aktora/innych aktorów?

Przy okazji powtarzania gestów zwrócę uwagę na jeszcze jedną kwestię. Bowiem zdarza się również, że aktor młodszego pokolenia naśladuje starszego kolegę po fachu i robi to jak najbardziej świadomie.
Gary Oldman jako Norman Stansfield. Kadr z filmu Leon zawodowiec, 1994
Sam Rockwell jako Billy. Kadr z filmu 7 psychopatów, 2012

Sam Rockwell należy do aktorów, którzy tworząc swoją postać korzysta zarówno ze starych elementów warsztatowych jak również dodaje coś od siebie (np. w przypadku elementów dźwiękowych jak barwa głosu czy dźwięki niezidentyfikowane, o których będzie mowa w kolejnych artykułach). W filmie 7 psychopatów jego postać do złudzenia (jak już wspomniałam dotyczy to kwestii warsztatu, a nie np. zachowania, gdyż postać ta jest silnie zindywidualizowana) przypomina bohatera, w którego wciela się Gary Oldman w Leonie zawodowcu. Rockwell przejął po Oldmanie przede wszystkim gesty, ale i w mniejszym stopniu również mimikę i postawę. 

5. Oryginalność postaci poprzez gesty
Teraz może trochę o postaciach, które zasłynęły swoją oryginalnością właśnie dzięki wyjątkowym gestom. Jednym z lepszych przykładów nietypowej kreacji o wielu ekstrawaganckich gestach są dwie postaci stworzone przez Quentina Tarantino- Bękarty wojny Django. W obu przypadkach wcielił się w nie Christoph Waltz.
Christoph Waltz jako Hans Landa, fragment z filmu Bękarty wojny, 2009
Christoph Waltz jako Doktor King Schultz, fragment z filmu Django unchained, 2012

Większość widzów uznaje je za wyjątkowo nierealistyczne. Fakt, Landa z Bękartów Wojny i Doktor King Schultz z Django wykonują cały wachlarz barwnych gestów, przy tym dodając jeszcze "żywą" mimikę. Jednakoż oba dzieła Tarantino nie są z gatunku czystego kina wojennego, ani westernu. I w jednym i drugim reżyser łamie konwencję filmową. Dlatego wykonywane przez Waltza malownicze gesty przestają być czymś niezwykłym czy nierealistycznym.

Zanim spojrzymy na kreację, czy jest czy nie jest realistyczna, jakie ma gesty czy mimikę, warto z początku przyjrzeć się czy film złamał konwencję filmową czy nie. Dopiero później oceniać samą rolę. 

Podsumowanie
W aktorstwie gesty często są odpowiednio ubarwiane albo tłumione. Są zależne nie tylko od postaci, ale również od czasów, w których żyje albo ich profesji. (...) Zdarza się, że aktor z młodszego pokolenia miesza stare i nowe elementy warsztatowe, a także naśladuje elementy wizualne innych aktorów, bądź postaci w które się wcielił. Gesty są bardzo ważne w aktorstwie bowiem dzięki nim aktor może stworzyć wyjątkowo oryginalną postać.

W kolejnej części związanej z gestami zwrócę uwagę m.in. na aktorów odtwarzających kilkakrotnie tę samą postać. Mam tu na myśli oczywiście seriale.

27 grudnia 2013

Najlepsze role 2013 roku. Aktorzy.

Ten rok wypadł naprawdę dobrze w kreacjach filmowych. Były fascynujące metamorfozy, sporo miłych niespodzianek. Niestety większość moich faworytów i ulubieńców, przyniosła mi sporo rozczarowań. Chociaż a drugiej strony cieszę się, że pojawiły się nowe twarze, a zapomniane niegdyś gwiazdy odnalazły się w zupełnie innym repertuarze.

Edward Hogg
Młody, energiczny i charyzmatyczny. W filmie Jakimowskiego pokazał genialną kreację niewidomego. Mentor o nowatorskich metodach nauczania, jest jak zawsze doskonałym przepisem na poruszającą rolę. Hogg nie przeszarżował z udawaniem ani twardziela ani przemądrzałego intelektualisty. Sympatyczny, realistyczny, szczery. Oby jak najwięcej takich bohaterów.
Ostatnie role:
Imagine
Wkrótce:
The Comedian
Mary, queen of Scots

Andrzej Chyra
O nim można śmiało powiedzieć, że jest polskim aktorem o iście europejskim rzemiośle. Cokolwiek powie lub zrobi Chyra jest to po prostu perfekcyjny. Jakikolwiek, nawet najbardziej „papierosy tekst”, potrafi przerobić na naturalnie brzmiące słowa.
Ostatnie role:
W imię
Wkrótce:
Miłość w mieście ogrodów

Bradley Cooper
Z trylogii Kac Vegas do poważnego repertuaru. Jest gdzieś na granicy kina rozrywkowego i artystycznego. W Drugim obliczu musiał przejąć historię po Goslingu i udowodnił, że Poradnik pozytywnego myślenia to nie jedyna jego dobra rola w filmografii. Nie przesadza z emocjami, tylko łagodnie je dawkuje. Sama przyjemność w oglądaniu.
Ostatnie role:
Poradnik pozytywnego myślenia
Kac Vegas 3
Między wierszami
Drugie oblicze
Wkrótce:
American Hustle

Matthew McConaughey
Zdecydowanie dojrzał do poważnych kreacji. McConaughey przestał się grzebać w komediach romantycznych tylko wziął się za dwuznaczne skonstruowane kreacje. Groteskowa rola w Zabójczym Joe spowodowała, że obecnie nie ma dla niego bohatera, w którego by się nie potrafił wcielić. Czysty, aktorski ekshibicjonizm.
Ostatnie role:
Uciekinier
Pokusa
Wkrótce:
The Dallas Buyers Club
Detektyw
Wilk z Wall Street

Sam Rockwell
Naprawdę długo trzeba czekać na ciekawsze role tego aktora. Zwarzywszy na to, że ekscentrycznego Rockwella lubi się obsadzać w kreacjach psychopatów. I dobrze, gdyż widać, że jest dla nich stworzony. Szkoda tylko, że rzadko można go zobaczyć w kreacjach "normalnych". Przecież niejeden raz pokazał iż jest w stanie w przekonaniem wcielić się w taką postać.
Ostatnie role:
Siedmiu psychopatów
A single shot
Najlepsze, najgorsze wakacje
Wkrótce:
Sweet baby Jesus

Leonardo DiCaprio
Na pierwszym planie Leo wypada dobrze, choć nad jego bohaterami unosi się aura męczeństwa ze spuścizną po postaciach granych przez Nicholasa Caige’a. I chociaż Wielki Gatsby uważam za wyjątkowy niewypał, to i tak DiCaprio udowodnił, że w każdym filmie potrafi wiele wydusić z postaci i tym samym nie zawieść widza. A co się stanie, gdy pojawi się na drugim planie i to u mistrza słowa Tarantino? Po prostu błyszczy, a z ekranowymi partnerami zdrowo rywalizuje, walczy o uwagę widza. Mam wrażenie, że twórcy są po prostu ślepi, zauważając w nim jedynie role cierpiętników, a nie cwanych złoczyńców z charakterem.
Ostatnie role:
Wielki Gatsby
Django
Wkrótce:
Wilk z Wall Street

7 października 2013

The Way Way Back (Najlepsze, najgorsze wakacje, reż. Nat Faxon i Jim Rash, 2013)

Sundance to kolebka amerykańskiego kina niezależnego. To tutaj nieznani jeszcze artyści z błogosławieństwem Roberta Redforda mogą stworzyć swoje filmy, a potem wypromować je na festiwalu. Większość z nich zdobywa coraz większą popularność, zarówno w samej Ameryce jak i w Europie. Wydaje się, że Sundance jako jedne z nielicznych oddaje świeżość, nowość i nie boi się eksperymentować zarówno z formą, opowieścią jak i warsztatem. Mam wrażenie, że również ma tam duże znaczenie edukacja w szczególności młodego widza. Kiedyś pochwały zdobywała Mała miss, Juno czy Goats teraz przyszedł czas na Najlepsze, najgorsze wakacje.

Historia jest nader prosta: młody Duncan wyjeżdża wraz ze swoją matką, jej nowym partnerem i jego córką na wakacje do mało interesującej okolicy. Zakompleksiony przez przyszłego ojczyma chłopak codziennie ucieka od dorosłego towarzystwa, by trafić przez przypadek do parku wodnego. Tam poznaje optymistycznego, choć nieco osobliwego Owena- kierownika, który zatrudnia go do pracy sezonowej. Te dwie sprzeczne osoby zaczyna łączyć zrozumienie i przyjaźń, a Duncan zaczyna odzyskiwać wiarę we własne możliwości, czuć się dobrze z samym sobą i pozytywnie czerpać z życia.
Kadr z filmu Najlepsze, najgorsze wakacje, 2013, dyst. Best Film

Największą zaletą filmu są aktorzy, a w szczególności odtwórca głównej roli Liam James. Duncan w jego wykonaniu wydaje się zmieniać powoli, nieprzesadnie. Widać zagubienie i pogodzenie się ze smutnym życiem, choć z drugiej strony można zauważyć, że ma chęć zmienienia się, ale nie ma mu kto w tym pomóc. Dlatego kreacja ta wydaje się naturalna, ale również i symboliczna. Myślę, że wiele młodych ludzi mogłoby się identyfikować z Duncanem i jego licznymi problemami. Również jego kontakty zarówno z najbliższymi jak i obcymi wyglądają przekonująco, a przez to przejmująco.

Drugim jasnym promykiem w filmie jest postać Owena jako mentora. Sam Rockwell ociera się o komizm i powagę. Jego ekscentryczna gra jest tutaj nieco ostudzona, a przez to ogląda się ją z przyjemnością. Trochę żartem, trochę serio wyraźnie opiera swojego bohatera na charyzmie oraz sile charakteru. Przyciąga do siebie i zaraża pogodą ducha.
Sam Rockwell i Liam James, Najlepsze najgorsze wakacje, 2013, dyst. Best film

Zarówno muzyka jak i obraz ładnie ze sobą współgrają, plany są w szczególności bliskie albo amerykańskie, wyraźnie ukazujące reakcje postaci. Momentami montaż wprowadza dosyć ostre ciecia, dodając przy tym jeszcze bardziej energiczne tempo. Niemal wszystko widzimy z perspektywy Duncana za wyjątkiem jednej, krótkiej sceny i to właśnie dzięki temu prostemu zabiegowi utożsamiamy się z bohaterem.

Moralizatorskich haseł w Najlepsze, najgorsze wakacje nie brakuje. Od szanuj siebie, po podążaj własnymi ścieżkami. Jakkolwiek nie brzmiałoby to banalnie i naiwnie historia nieśmiałego Duncana należy do tego typu kina, które powinno być pokazywane w formie edukacji, szczególnie pośród młodych ludzi. Film pokrzepia, dodaje pozytywnej energii, uczy a przy okazji jest całkiem niezłą rozrywką. Czego chcieć więcej?

Ocena ogólna 4+/6
Scenariusz i reżyseria 4/6
Aktorstwo 5/6
Zdjęcia 4/6
Muzyka 4/6
Klimat 5/6

27 sierpnia 2013

Seven psychopaths (7 psychopatów, reż. Martin McDonagh, 2012)

Brytyjskie kino rozrywkowe ostatnimi czasy przeżywa swoisty renesans. Dużo w nim okrucieństwa, wulgaryzmów, ekscentrycznych bohaterów. Liryzm gdzieś został wyparty, ale wbrew pozorom nie dotyczy to szekspirowskiego wydźwięku. Seven psychopaths jest na granicy groteski, makabreski, kiczu i kina ambitnego. I chociaż w pewnym momencie gdzieś rozłazi się fabuła, gubi się sens, to jednak trudno jest odmówić twórcy bardzo dobrego stworzenia głębi psychologicznej w sylwetkach bohaterów.

Fabuła kręci się wokół Marty’ego, który postanawia napisać scenariusz noszący pierwotny tytuł „Siedmiu psychopatów”. Niestety mężczyzna ma problemy z alkoholem, weną, dziewczyną, a wkrótce również z gangsterem, którego psa kradnie jego najlepszy przyjaciel Billy. Do dwóch nieszczęśników dołącza Hans, który ma również na pieńku z bandytą. Film podąża jednocześnie drugą drogą, pokazując kolejno zarówno tych wymyślonych przez Marty’ego psychopatów jak również tych, których rzeczywiście spotyka.

Colin Farrell wymaga ode mnie poświęcenia mu więcej niż jednego zdania. Od czasu Snu Kassandry aktor ten dojrzał emocjonalnie do stworzenia postaci alkoholika scenarzysty. Miałam przy tym nieodparte wrażenie, że aktor parodiuje samego siebie. Nie tworzy wrażliwego geniusza, ale raczej mało ambitnego, wiecznego chłopca, który ma słabą wolę walki, cierpi na depresję i nie chce się zmienić.

Jednak największą uwagę przykuwa Sam Rockwell. Nareszcie został niemal w pełni wykorzystany jego talent i charyzma. Billy wzbudza sympatię, niepokój i rozbawienie. Rockwell nie przesadza w żadnym kierunku, ani powagi ani komizmu. Ekspresyjnie gra mimiką oraz gestem, wykorzystując również umiejętność operowania głosem. Nie ma w tym przeszarżowania, za to jest ubarwienie nietuzinkowej postaci. Billy'ego obserwuje się z przyjemnością nie tylko ze względu na świetne aktorstwo Rockwella, a również reakcje bohatera na czynniki zewnętrzne.


Christoph Walken jest świetną równowagą dla ekspresyjnych postaci Rockwella i Farrella. Hans należy do jednostek ostudzonych, melancholijnych, ale i interesujących. Aktor potrafi z niebywałą swobodą pokazać za pomocą spokojnego tonu i smutnych oczu nostalgię swojej postaci. Walken zawsze kojarzył mi się z bohaterami, na których z przerażeniem się patrzy, ale z przyjemnością słucha. Stąd Hans, pomimo łagodnej kreacji, jest równie skupiający uwagę co Billy w wykonaniu Rockwella.
 Kadr z filmu Siedmiu psychopatów, 2012, dyst. Momentum Picture

Woody Harrelson bawi się stereotypem groźnego gangstera, pokazując jej niebezpieczny i jednocześnie zabawny ton. Pod maską okrutnego psychopaty kryje się groteskowo wrażliwy bandzior, stąd trudno mu odmówić sympatii. Nie jest to najlepsze wykorzystanie aktorskich umiejętności, ale na pewno dobre odzwierciedlenie jego charyzmy. Gdyż gdziekolwiek pojawia się Harrelson- czy w roli głównej czy epizodycznej – poprzez swoją plastyczną mimikę i mocną barwę głosu, zapada w pamięci widza.

Filmowi nie można odmówić oryginalności i pomysłu. Chociaż momentami reżyser nie wiedział, w którym kierunku pójść- żartem czy serio. Niektóre dialogi pomiędzy bohaterami są rzeczywiście rewelacyjne, podobnie jak aktorstwo. Widać pozytywne relacje pomiędzy bohaterami. Muzyka i piosenki są ciekawie wkomponowane w całą historię, plenery szczególnie te, od drugiej połowy filmu, nadają przyjemny, kameralny wygląd.

Seven psychopaths to niezła zabawa z gatunkiem, ciekawy brytyjski eksperyment i misz- masz. Wart obejrzenia ze względu na aktorstwo, stworzone postaci oraz bardzo dobre dialogi. Szkoda, że w fabule i sposobie narracji nie ma zbudowanej odpowiedniej równowagi, dzięki której można by było lepiej sklasyfikować ten film.

Ocena ogólna 4/6
Scenariusz i reżyseria 3/6
Dialogi 5/6
Aktorstwo 5/6 
Muzyka 4/6
Klimat 3/6

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...