Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DiCaprio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DiCaprio. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2014

Znani, niedoceniani

Takie rankingi pojawiały się już niejednokrotnie, ale gdy widzę co roku te nominowane czy nagradzane „wybitne” gwiazdy, podczas gdy role świetnych aktorów są pomijane szerokim łukiem, naprawdę trudno się nie wzburzyć.

Oczywiście ranking ten mógłby się ciągnąć w nieskończoność, a niektóre nazwiska mogą się wydawać kontrowersyjne. Kolejność, może poza miejscem pierwszym, przypadkowa. Następną część poświęcę mniej znanym, niedocenianym aktorom. Potem zaś przejdę do aktorek.

Gary Oldman

Przeglądając rankingi innych osób, zawsze się pojawia, co mnie szczególnie nie dziwi. Jeżeli miałabym wymienić aktora- rzemieślnika to jest to pierwsze nazwisko, które przychodzi mi do głowy. Oldman zawsze prezentuje się świetnie, zarówno w roli psychopaty jak i amanta. Potrafi być jednocześnie czarujący i odpychający. Ten talent to nie tylko wulkan emocji, ale również perfekcyjny warsztat. Wystarczy przypatrzeć się niektórym jego rolom – każda jest inna. Nie tylko jeśli chodzi o charakteryzację, ale również gesty, mimika i przede wszystkim głos. Różne intonacje, akcenty, nawet zmieniona barwa. Nie jestem w jego przypadku obiektywna, ale zobaczycie sami czy nie mam racji. Dla mnie to geniusz w czystej postaci. Dlaczego ten aktor nie gra protagonistów skoro tak świetnie się w nich sprawdza?

Najlepsze kreacje – Hrabia Dracula (Dracula), Jack Grimaldi (Romeo is Bleeding). 
Rola życia – jak na razie George Smiley (o rolach aktora tutaj) w Tinker tailor soldier spy (recenzja tutaj). Nie, nie Norman Stansfield z Leon. Sztuką jest u niego nie tylko uwydatnianie emocji, ale również je tłumienie. A jako Smiley zrobił to brawurowo. 

Steve Buscemi

Najbardziej owocne dla tego aktora były lata 80 i 90te (kilka słów o aktorze tutaj). Potem był spadek w dół, role podobne jedna do drugiej (choć zagrane perfekcyjnie). Genialność tego aktora polega na tym, że nie potrafi się znudzić. Serial gangsterski Boardwalk Empire otworzyło mu kolejną furtkę, choć o wiele za późno.

Najlepsze kreacje – Carl w Fargo, Seymour w Ghost world, Mr. Pink w Reservoir dogs.
Rola życia – jak na razie Nucky Thomson w Boardwalk Empire.

Tim Roth

Zachowanie i wygląd szczwanego lisa. Roth wzbudza często mieszane uczucia u widzów, ze względu na dosyć oryginalny sposób kreowania bohaterów. Niemal zawsze patrzy spode łba, szczerzy się, garbi i trzyma ręce w kieszeni. W tym szaleństwie była metoda przez całe lata 90te. Aktor pojawia się obecnie w kinie niezależnym i, ku mojej uciesze, idzie mu bardzo dobrze.

Najlepsze kreacje – Mr. Orange w Reservoir dogs, Ted w Four Rooms, Archie w Broken.
Rola życia – Dr. Cal Lightman w serialu Lie to me. Idealnie wyważona, prawdziwy popis aktorski. 

Sam Rockwell

Kolejny ekscentryk na liście. Dużo słabszy w intonacji, z dość szpetną barwą głosu, za to nieopisany w ukazywaniu emocji na twarzy, podkreślanych często ekspresyjnym gestem. Talent Rockwella jest wykorzystywany co najwyżej w 40%. Po większości filmach widać, że można cały obraz oprzeć na kreowanej przez niego postaci, pod warunkiem, że ma dojrzałą rolę i jest kontrolowany przez dobrego reżysera. 

Najlepsze kreacje – Billy w Seven Psychopaths,  Frank w Matchstick Men, Wild Bill Wharton w The Green mile.
Rola życia – Sam Bell w Moon. Bez zbędnego szarżowania, wyjątkowo dojrzale wykreowana postać. 

Leonardo DiCaprio

Dużo osób mówiło, że rolę życia otrzymał już w Aviator. Dla mnie jego najoryginalniejszą kreacją był Candy w Django unchained. Tam musiał się wykazać czymś innym niż tylko cierpiętniczym wzrokiem i płaczem przeplatanym z gniewem. Candy jest nonszalancki, diabeł w ludzkiej skórze, podkoloryzowany pod względem gestu, zachowań i samego wyglądu. Majstersztyk. Szkoda, że niemal całkowicie pominięty w nominacjach, nie mówiąc już o nagrodach. Zauważyłam, że w „szanownej akademii” nie lubią zmian w rolach aktorów. DiCaprio najlepiej dla nich prezentuje się wtedy, gdy zachowuje się żałośnie. Nie gdy może pokazać swoje inne oblicze. 

Najlepsze kreacje – Serio, muszę wymieniać? Trochę tego będzie. Powiedzmy, że najbardziej powalił mnie jako Amsterdam w Gangs of New York i Frank Wheeler w Revolutionary Road.
Rola życia – jak na razie Candy Django Unchained. Słodki jak cukierek, do tego psychopata i prostak w jednym. Oczywiście o  Jordanie z The Wolf of Wall Street nie muszę chyba pisać (recenzja filmu tutaj). 

Brad Pitt

Zabawne, ale najpopularniejsza twarz Hollywood nigdy nie sięgnęła po te bardziej prestiżowe nagrody. Chociaż dużo osób zachwyca się jego rolą w 12 monkeys, dla mnie osobiście była to tylko kalka (chociaż dobra) Denisa HooperaApocalypse Now. Czas Brada Pitta jest właśnie teraz. Z kreacji miałkich amantów, dojrzał do postaci silnych, a do tego ironicznych. Również świetnie się sprawdza w rolach przygłupów. 

Najlepsze role – Aldo Apacz w Inglourious Basterds, Chad w Burn After reading.
Rola życia – jak na razie Billy Beane w Moneyball.

Woody Harrelson

Harrelson przewija się między kinem niezależnym, a wysokobudżetowym. Genialna intonacja, choć niewyraźna dykcja. Realistyczny w rolach nieprzyjemnych typów, graniczących z ośmieszeniem. Często w rolach epizodycznych, jako jedyny pozostaje w pamięci widza. Zwykle zatrudnia się go do ról wariatów, groteskowych psychopatów. A przecież Harrelson jest bardzo dobry jako aktor charakterystyczny jak również świetnie się prezentuje w rolach protagonistów. 

Najlepsze kreacje - David Douglas Brown w Rampart, Ezra Turner w Seven Pounds. Ujął mnie też jako Galaxia w epizodycznej roli z filmu Anger Management.
Rola życia – jak na razie Larry Flynt w The People vs. Larry Flynt.

Edward Norton 

Mam nadzieję, że nie odejdzie w zapomnienie, gdyż to jest prawdziwy, naturalny talent. W latach 90tych robił świetną karierę, teraz zaś pojawia się jedynie w krótkich rolach. Norton nie bał się swoich postaci, ba, sam je upadlał dla wzmocnienia efektu na ekranie. Obecnie pojawia się w wyjątkowo rzadko i to w rolach drugo, a nawet trzecioplanowych. Z roku na rok gra coraz łagodniej, a jego postaci wydają się takie bezbarwne. Niedługo na ekrany wchodzi Birdman, więc może aktor powróci do dawnej formy. 

Najlepsze kreacje – narrator w Fight Club, Jackie Teller w The score, Król Baldwin IV w Kingdom of Haven.
Rola życia – jak na razie Derek w American History X.

Gerard Butler

Wyraźny szkocki akcent. Warto zwrócić uwagę na to jakie miał role przed wkroczeniem do Hollywood. Nie chodzi mi o te wszystkie wybuchy i strzelani albo romantyczne pierdółki, w których obecnie się pojawia. Butler potrafi grać poważne, dramatyczne role, tylko o dziwo nikt mu takich nie daje. Wielka szkoda, gdyż ma niepowtarzalną, mocną barwę głosu i olbrzymią charyzmę.

Najlepsze role - Tullus Aufidius w Coriolanus, One Two w Rock’n’rolla, Król Leonidas w 300.
Rola życia - jak na razie Peter w Please! (kilka słów o tej krótkometrażówce tutaj)

Adrien Brody

Wiem, ma Oscara, tylko co z tego, jak nikt nie angażuje go w ciekawe projekty? Nietypowa uroda wydaje się mu przeszkadzać, zamiast pomagać. Muszę się przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie jako… Royce w Predators. Właściwie to wszędzie mnie zaskakuje. Wyjątkowo mocno utożsamia się ze swoimi bohaterami, tworząc w ten sposób wyraźną rolę.  

Najlepsze role – Royce w Predators, Psycho Ed w High School, Travis w The Experiment.
Rola życia – jak na razie Louis Simo w Hollywoodland

Billy Bob Thornton

Chyba odnalazł swoje miejsce w telewizji, gdyż tak uroczego psychopaty już dawno nie widziałam. Thorton zawsze pokazywał się w tym swoim ledwie widocznym uśmieszkiem. Niewiele osób zauważa, że każda jego postać się czymś wyróżnia. W spojrzeniach kreowanych przez niego postaci jest coś nietypowego, użyłabym określenie "upadłego". 

Najlepsze role – Willie w Bad Santa, Terry Collins w Bandits, Lorne Malvo w Fargo (serial).
Rola życia – Ed Crane w The Man who wasn’t there. Niewiele mówi, ale ile pokazuje swoją obojętną postawą. 

Benedict Cumberbatch 

Poważnie. Naprawdę uważam, że jest świetnym aktorem, ale dostaje zupełnie źle dobrane role. Tak, moim zdaniem prawie wszystkie kreacje geniuszy nie są dla niego, jak również czarne charaktery. Cumberbatch wybitnie wypada w rolach charakterystycznych jak również przeciętnych postaci z przyziemnymi problemami. Wtedy naprawdę rzuca się w oczy. Bez ekstrawaganckich gestów i barwnej mimiki. 

Najlepsze role – Peter w Tinker tailor soldier spy, Alexander Masters w Stuart: A Life Backwards, Vincent van Gogh w Vincent van Gogh: Painted with words.
Rola życia – jak na razie Paul Marshall z Atonement. To była pierwsza rolą, w której go widziałam. Z filmu nie zapamiętałam nikogo poza nim. Kreacja zbudowana na nonszalancji, wzniosłości, przy zderzeniu z odpychającym charakterem tej postaci , tworzy nietypową mieszankę wybuchową.

Kogo jeszcze widzicie na liście?

19 stycznia 2014

Wolf of Wall Street (Wilk z Wall Street, reż. Martin Scorsese, 2013)

Wilk z Wall Street opowiada historię, na podstawie barwnej autobiografii, brokera Jordana Belforta - jego szybką drogę na szczyt, nielegalne działania, uzależnienia od narkotyków, alkoholu i seksu. Jest narratorem filmu, to on wprowadza widza do swojego świata, zwierza mu się i niejednokrotnie puszcza do niego ok. Sam film nakręcony jest w konwencji czarnej komedii. Dla jedynych najnowsze działo Martina Scorsese będzie niemal trzygodzinną dobrą zabawą. Co poniektórzy mogą być zniesmaczeni jego wulgarnością i obscenicznością. Ja byłam gdzieś pośrodku i o ile nie przeszkadza mi oglądanie tego teatru rozpusty o tyle mam duże "ale" co do motywu jego przedstawienia.
Kadr z filmu Wilk z Wall Street, dyst. Paramount Pictures

Rzeczywiście, trzeba przyznać, że jeśli lubimy tego rodzaju humor, to wtedy trzy godziny mijają w mgnieniu oka. Żart goni żart, gagi mnożą się ze sceny na scenę. Tak, wszystko fajnie, przyjemnie jest się pośmiać. Jednak pojawiający się punkt kulminacyjny przekręca dzieło o 90 stopni, i tym samym pojawia się przykra tragedia. Ale co z tego, skoro przez pierwsze dwie i pół godziny śmialiśmy się z tarzających się po ziemi ćpunów- alkoholików- seksoholików maklerów? Nim ułożył mi się w głowie obraz dużych dzieci, nieodpowiedzialnych, nieszczęśliwych ludzi, chciwie goniących za kasą, kokainą i biurowymi prostytutkami, seans się zakończył. Zgubiłam gdzieś więź z bohaterami, nie współczułam im, nie obchodził mnie ich dalszy los. Gdyby dzieło miało od początku tragikomediową stylizację, pewnie odebrałabym to inaczej. A tak - biografia na haju, z podobnego gatunku co psychodeliczne Las Vegas Parano. Jeżeli film miał charakter moralizatorski, to wybaczcie, ale ja go nie zauważyłam, przynajmniej nie na tyle by do mnie całkowicie przemówił.

O ile średnio przypadł mi do gustu zarówno komediowy wydźwięk filmu oraz proporcje żartów nad powagę sytuacji, o tyle aktorsko Wilk z Wall Street to prawdziwy majstersztyk.

Leonardo DiCaprio przebił samego siebie i stworzył postać tak samo przyciągającą co odpychającą. Sprzeczność- coś co się udaje niewielu aktorom. Same wybryki głównego bohatera wywoływały we mnie niesmak, ale jeśli miałabym patrzeć na sposób kreacji, no cóż… Trudno było oderwać oczy. Charyzma i impulsywność, prawdziwy „emocjonalny wylew”, popychany zwierzęcym instynktem. Żałość oraz wewnętrzna brzydota Jordana Belforta zderzona z jego ładną buźką i wilczym uśmiechem czyni go genialnym antybohaterem. Co ciekawe jest to ktoś niemal namacalny, mięsisty i niepokojąco realny.

Tłem dla postaci DiCaprio jest Jonathan Hill w roli Donnie’go Azoffa- najbliższego współpracownika i przyjaciela Jordana. Hill pojawia się jedynie w duecie stąd trudno wywnioskować jak wypadłby jako oddzielna jednostka. Jednak to jak partneruje DiCaprio wystarczy, by powiedzieć, że rola jest odegrana znakomicie. Mamy nietypową przyjaźń dwójki moralnie upadłych brokerów, którzy wydają się dobrze porozumiewać tylko i wyłącznie wtedy, gdy są na wspólnym odlocie.

Dziesięciominutowy występ Matthew McConaugheya bez dwóch zdań zapisze się w amerykańskiej kinematografii. Mark Hanna staje się niejako mentorem Belforta. Z początku wydaje się co najmniej dziwaczny, choć tak naprawdę jest właśnie zwiastunem tego, co się będzie dalej działo z głównym bohaterem. A stworzony jest naprawdę obłędnie.


Kolejnym pozytywnym aspektem są zdjęcia i montaż. Scorsese nigdy nie zawiódł jeśli chodzi o techniczne filmowe zabiegi. Nie zabraknie slow motion w chwili zażywania narkotyków, wysokiego kąta w kadrowaniu tuż po zakończeniu jeden z orgii w apartamencie Belforta czy płynnie przemieszczającej się kamery - zarówno za jak i przed bohaterem.
Gif jednej ze scen Wilka z Wall Street

Być może to spowodowało, że czułam w Wilku z Wall Street ambitniejsze dzieło niż jest w rzeczywistości. Długo zastanawiałam się jak ocenić ten film. Na zakończenie podsumuję tak - jeśli ktoś lubuje się w mocno czarnych komediach to na pewno będzie usatysfakcjonowany. Pozostali... No cóż również powinni go obejrzeć - nie dla ukazanych wszelkiego rodzaju używek, ale dla aktorów, którzy się poświęcili, aby naprawdę wiernie pokazać ich oddziaływanie.

Ocena ogólna 4-/6
Scenariusz 3/6
Reżyseria 5/6
Aktorstwo 6/6
Zdjęcia 4/6
Klimat 3/6

27 grudnia 2013

Najlepsze role 2013 roku. Aktorzy.

Ten rok wypadł naprawdę dobrze w kreacjach filmowych. Były fascynujące metamorfozy, sporo miłych niespodzianek. Niestety większość moich faworytów i ulubieńców, przyniosła mi sporo rozczarowań. Chociaż a drugiej strony cieszę się, że pojawiły się nowe twarze, a zapomniane niegdyś gwiazdy odnalazły się w zupełnie innym repertuarze.

Edward Hogg
Młody, energiczny i charyzmatyczny. W filmie Jakimowskiego pokazał genialną kreację niewidomego. Mentor o nowatorskich metodach nauczania, jest jak zawsze doskonałym przepisem na poruszającą rolę. Hogg nie przeszarżował z udawaniem ani twardziela ani przemądrzałego intelektualisty. Sympatyczny, realistyczny, szczery. Oby jak najwięcej takich bohaterów.
Ostatnie role:
Imagine
Wkrótce:
The Comedian
Mary, queen of Scots

Andrzej Chyra
O nim można śmiało powiedzieć, że jest polskim aktorem o iście europejskim rzemiośle. Cokolwiek powie lub zrobi Chyra jest to po prostu perfekcyjny. Jakikolwiek, nawet najbardziej „papierosy tekst”, potrafi przerobić na naturalnie brzmiące słowa.
Ostatnie role:
W imię
Wkrótce:
Miłość w mieście ogrodów

Bradley Cooper
Z trylogii Kac Vegas do poważnego repertuaru. Jest gdzieś na granicy kina rozrywkowego i artystycznego. W Drugim obliczu musiał przejąć historię po Goslingu i udowodnił, że Poradnik pozytywnego myślenia to nie jedyna jego dobra rola w filmografii. Nie przesadza z emocjami, tylko łagodnie je dawkuje. Sama przyjemność w oglądaniu.
Ostatnie role:
Poradnik pozytywnego myślenia
Kac Vegas 3
Między wierszami
Drugie oblicze
Wkrótce:
American Hustle

Matthew McConaughey
Zdecydowanie dojrzał do poważnych kreacji. McConaughey przestał się grzebać w komediach romantycznych tylko wziął się za dwuznaczne skonstruowane kreacje. Groteskowa rola w Zabójczym Joe spowodowała, że obecnie nie ma dla niego bohatera, w którego by się nie potrafił wcielić. Czysty, aktorski ekshibicjonizm.
Ostatnie role:
Uciekinier
Pokusa
Wkrótce:
The Dallas Buyers Club
Detektyw
Wilk z Wall Street

Sam Rockwell
Naprawdę długo trzeba czekać na ciekawsze role tego aktora. Zwarzywszy na to, że ekscentrycznego Rockwella lubi się obsadzać w kreacjach psychopatów. I dobrze, gdyż widać, że jest dla nich stworzony. Szkoda tylko, że rzadko można go zobaczyć w kreacjach "normalnych". Przecież niejeden raz pokazał iż jest w stanie w przekonaniem wcielić się w taką postać.
Ostatnie role:
Siedmiu psychopatów
A single shot
Najlepsze, najgorsze wakacje
Wkrótce:
Sweet baby Jesus

Leonardo DiCaprio
Na pierwszym planie Leo wypada dobrze, choć nad jego bohaterami unosi się aura męczeństwa ze spuścizną po postaciach granych przez Nicholasa Caige’a. I chociaż Wielki Gatsby uważam za wyjątkowy niewypał, to i tak DiCaprio udowodnił, że w każdym filmie potrafi wiele wydusić z postaci i tym samym nie zawieść widza. A co się stanie, gdy pojawi się na drugim planie i to u mistrza słowa Tarantino? Po prostu błyszczy, a z ekranowymi partnerami zdrowo rywalizuje, walczy o uwagę widza. Mam wrażenie, że twórcy są po prostu ślepi, zauważając w nim jedynie role cierpiętników, a nie cwanych złoczyńców z charakterem.
Ostatnie role:
Wielki Gatsby
Django
Wkrótce:
Wilk z Wall Street

3 czerwca 2013

The Great Gatsby (Wielki Gatsby, reż. Baz Luhrmann, 2013)

Remaki mają to do siebie, że często powstają po to, aby odświeżyć starą, dobrą historię i jednocześnie zastosować nowoczesne techniki. Zwykle wychodzi to nie najlepiej, chociaż zdarzają się wyjątki.

Na kolejne dzieło Luhrmanna nie czekałam z wielkim utęsknieniem, ale film wzbudzał moje zainteresowanie, poprzez obsadę (w szczególności zaangażowanie w to Leonarda DiCaprio) i możliwie ciekawy pomysł na pokazanie starego romansu w wyższych sferach w nowej formie.

Po seansie zastanawiałam się czym kierował się reżyser tworząc The Great Gatsby. Ani technologia 3D, ani zgarnięcie wielkich nazwisk ani ukazanie wszechobecnego bogactwa w scenografii i uwspółcześnienie muzycznej oprawy nie uratowało tego filmu.

The Great Gatsby jest po prostu wydmuszką, oblepioną świecidełkami, uderzającymi w widza płatkami śniegu, wielkim pustym przepychem i słabą grą aktorską, która została dodatkowo obniżona poprzez wyjątkowo nieudolnie rozpisane dialogi.
Leonardo DiCaprio w roli tytułowej, kadr z filmu Wielki Gatsby

Leonardo DiCaprio jest naprawdę genialnym aktorem, gdyż trudno jest wypowiadać nierealistycznie brzmiące kwestie, a jemu to się udało i to jako jedynemu z obsady. Zwraca na siebie uwagę, poprzez dojrzały pomysł na swojego bohatera. Tchnął w niego dużo energii, dystyngowanych gestów i silnej, choć nieco przesadnej stylizacji. Jednak jak wiadomo on sam nic nie może zdziałać, jeśli nie ma dobrych filmowych partnerów (jako przeciwwagi albo chociażby podpory w jego kreacji) i reżysera, który interesowałby się psychologią Gatsby’ego. Szkoda było marnować tak niezwykłego talentu, charyzmy i przede wszystkim cennego czasu, który mógł poświęcić dla innej produkcji.

Tobey Maguire robi maślane oczy w stronę DiCaprio albo naiwne miny, a do tego serwuje wyjątkowo słabą intonacją. To co mówi jest fałszywe, trudno przejąć się tym bohaterem czy nawet go chociażby trochę obdarzyć sympatią.

Carey Muligan jest w moim odczuciu średniej klasy aktorką, która zupełnie nie odnalazła się w tej kostiumowej produkcji. Nie potrafi z przekonaniem grać panienki z wyższych sfer, jej słowa są wyjątkowo naiwne, nawet na taką papierową postać jaką jest Daisy. Mogłaby chociaż pobawić się swoją bohaterką, puścić oko do widza, wykreować ją nieco swobodniej. Tym samym mamy pozbawioną charakteru postać, którą z chęcią porzucamy w myślach nim seans dobiega końca.

Luhrmann interesował się w swojej produkcji scenografią, dynamicznym montażem i muzyką. To jak najbardziej jest widoczne, ale jak na dramat jednostki jest to zdecydowanie za mało. O ile w poprzednich produkcjach, przepych był równowagą dla głębi postaci (szczególnie można to dostrzec w Moulin Rouge) w The Great Gatsby tej przeciwwagi nie ma. Film zupełnie niepotrzebnie sfilmowany w technologii 3D, gdyż zarówno zastosowanie nowego przekazu w narracji (który przypominał ten pokazany w Moulin Rouge), jak i liczne wielobarwne dekoracje na planie czy zabawa kolorem, wyglądałoby znacznie lepiej w normalnej produkcji.

The Great Gatsby jest dla widzów, którzy nie czytali powieści, nie oglądali poprzedniej wersji z Robertem Redfordem i chcą zobaczyć samotność aktora na planie, który jako jedyny chciał z tej produkcji wykrzesać coś więcej niż tylko puste puzderko owinięte w lśniący papierek.

Ocena ogólna 3/6
Scenariusz i reżyseria 2/6
Aktorstwo 3-/6
Scenografia 4/6
Muzyka 3/6
Klimat 2/6
Leonardo DiCaprio 4+/6

21 stycznia 2013

Django unchained (Django, reż. Quentin Tarantino, 2013)

Django to kolejna zabawa z konwencją, mieszanina stylów oraz niekonwencjonalny humor. Nagrodzony złotym globem scenariusz jest wyjątkowo mięsisty i niemal w 100% przemyślany. Opisany szczegółowo, przez co każdy, kto po niego sięga, ma wrażeniem, że czyta książkę (scenariusz Django dla dociekliwych). Nie czuje się jego długiej formy (165 minut), przez zabawne dialogi, przemieszane dynamiką i kilkoma zwrotami akcji.

Tłem dla całości jest piękna scenografia, wykadrowana przez Roberta Richardsona, (operatora m.in Olivera Stona'a, Martina Scorsese i Braci Coenów) która momentami zapierała dech w piersiach. Do tego konstrukcja domów na plantacji i sceny w miasteczkach nadają nastrój spaghetti westernowej historii.

Jednak największym plusem dla Django jest (tak jak w przypadku innych filmów Tarantino) bardzo nieźle dobrana obsada.

Najbarwniejszym bohaterem jest Dr. King Schultz w wykonaniu Christopha Waltza. Obdarzony niesamowitą charyzmą, szczyptą humoru i inteligencją wzbudza sympatię widza i to do tego stopnia, że nawet jego największe wady bledną na tle uroku osobistego. Schultz stroi bezwzględnego zabijakę, by w jednej wyjątkowej scenie jego twarz nabrała poważnego tonu. A jest ona tak autentyczna, że wystarczy dłuższy moment, aby oprócz sympatii doszło do tego szczere współczucie. Aktor gra według tej samej metody, którą zastosował do postaci Hansa Landy w Bękartach wojny. Jego bohater jest silnie wystylizowany, wykonuje różnorakie gesty, dość współczesne jak na kogoś, kto żyje w 1858 roku. Jednak jest w tym tyle indywidualizmu i oryginalnej postawy, że wszelkie porównania do poprzedniej roli szybko znikają. Złoty glob dla najlepszego aktora drugoplanowego w pełni zasłużony.

Drugim ogromnym plusem i prawdziwym odkryciem jest Leo DiCaprio. Co ten aktor nie wyprawia, aby wzbudzić do siebie pogardę i nienawiść. Prawdziwy instynkt. Swoją kreacje buduje bezwiednie, ze szczyptą szaleństwa. Przy scenach z Waltzem staje na równi, momentami spychając go nawet w cień. Aż szkoda, że rola była za krótka nawet jak na drugoplanową, bo inaczej mogłaby pojawić się nie tylko nominacja do złotych globów.

Pojedynek aktorski: Christoph Waltz, Leonardo DiCaprio, Django, dyst.TWC

Samuel L. Jackson w roli lokaja Stephena, tworzy postać bezwzględnie oddaną swemu panu, a przy tym potwornie cwaną. W Candylandzie z zabawnego, choć nieco krnąbrnego staruszka zmienia się w bestię i robi to w sposób stopniowy. Jest po prostu przerażająco fantastyczny.

Nie można powiedzieć, że Django nie ma minusów. Osobiście nie podobały mi się wzniosłe wstawki, nadające nieco nadęcia do całości. Nie jest ich dużo i pojawiają się dopiero pod koniec filmu. Stąd mam wrażanie, że po jednym, kluczowym zwrocie akcji cała konstrukcja zaczęła się trochę sypać. Może to wina odwołań do gatunku, choć z drugiej strony podobieństwo widziałam już w Bękartach wojny, ale ukazane w mniej patetyczny sposób.

Jeśli chodzi o role, to najsłabszym ogniwem wydaje się kreacja Jami’ego Foxx’a. W duecie z Waltzem wypada bardzo dobrze, ale gdyby nie „wybuchowe” sceny w pojedynkę, to nie potrafiłby już skupić na sobie tak dużej uwagi. Idealnie gra ciałem i mimiką, ale wypowiadane przez niego słowa, przez słabą intonację, wydają się mało wiarygodne. Trzeba jednak przyznać, że stworzony przez Tarantino bohater zasługuje na uwagę i przychylność widza. Django przechodzi szybką metamorfozę, choć tak naprawdę nigdy nie czuł się i nie zachowywał jak przeciętna osoba. Zwłaszcza w czasach, w których uważano społeczność afroamerykańską za "podrasę", posłuszną i pozbawioną własnego zdania.
kadr z filmu, Django, dystr.TWC

Muzyka jest bardzo dobrze dopasowana, chociaż zdarzają się zgrzyty. Niektóre piosenki zupełnie zaburzały gatunkowość w filmie. Nie uważam ich jednak za złe. Po prostu wydawały się momentami nie pasować do niektórych scen.

O czym jest Django? Jak go scharakteryzować? Na pewno nie jest filmem o zemście. Raczej o przyjaźni ponad podziałami, miłości i przekraczaniu barier. Słyszałam również, iż jest obraźliwy. Po dwukrotnym obejrzeniu oraz wnikliwej obserwacji nadal nie wiem dla kogo. Bo chyba nie chodzi o słowo "nigger", które pada w filmie wielokrotnie, nawet z ust Samuela L. Jacksona.

Ogólna ocena: 5+/6
Scenariusz i reżyseria : 5+/6
Aktorstwo: 5-/6
Muzyka: 5/6
Scenografia, kostiumy, charakteryzacja: 5/6
Klimat: 6/6

Informacje dodatkowe:
! film zawiera brutalne sceny i wulgarny język - nie dla wrażliwych widzów.

28 grudnia 2012

Spekulacje

AKTORZY/AKTORKI ROKU 2013

Kto będzie najbardziej popularny w nowym roku? Kto ma szansę zdobyć rzeszę nowych widzów? Spekulacje na rok 2013 wyglądają następująco.

1. JESSICA CHASTAIN

Aktorka do tej pory praktycznie pomijana w kinie, dostrzeżona dopiero w Służących. Kreuje postacie charyzmatyczne, lubiane a przede wszystkim silne psychicznie. Potrafi ograniczyć gesty i słowa, jak i je uwydatnić. W żadnym wypadku nie wydaje się przerysowana.
Najbliższe filmy:
Wróg numer jeden

2. DANIEL DAY LEWIS

Nie ważne jak bardzo Lincoln Spielberga będzie pompatyczny i ściskający za gardło. Lewis pojawia się na ekranie niezwykle rzadko, tak jakby kumulował cały swój talent na konkretne, wybrane dzieła. Często grał energicznie, a jego postacie były wręcz nieokrzesane. Tym razem wciela się w prezydenta Stanów Zjednoczonych, co go zmusi do ostudzenia temperamentu.  
Najbliższe filmy: 
Lincoln

3. ANNE HATHAWAY

Śpiewająca aktorka jako kobieta, która poświęca wszystko dla siebie i ukochanej córki. Rola ograna na wiele wersji, ale może być poruszająca. Hathaway ma ładną, silną barwę głosu i odpowiednio poświęciła się dla swojej postaci.  
Najlepsze filmy:
Nędznicy

4. LEONARDO DICAPRIO

Zwrot o 90stopni- wielkie nazwisko tym razem nie jako amant czy męczennik, ale prawdziwy villain. Nareszcie miła odmiana jak dla kogoś, kto przez kilka filmów z rzędu musiał odgrywać cierpienie i rozpacz. To wystarczy, aby pójść do kina.
Najbliższe filmy:
Django

5. RYAN GOSLING

Aktor, który potrafi dorównać mistrzom. Nie boi się pojedynków nawet z najlepszymi. Tym samym ukształtował swoje kreacje do ról silnych o pokerowej twarzy postaci.  
Najbliższe filmy:
Gangster Squad

6. JENNIFER LAWRENCE

Jedna z młodszych aktorek, która zasługuje na odrobinę uwagi. Zaczęła z mocną rolą w Do szpiku kości. Zwarzywszy na wiek pojawia się w różnych produkcjach od superprodukcji do kina ambitnego. Dość sprawnie odnajduje się w obu repertuarach.  
Najbliższe filmy: 
Poradnik pozytywnego myślenia

7. BENEDICT CUMBERBATCH

Nietypowy wygląd i przedziwne role. Cumberbatch trochę przypomina mi Oldmana- jest niezwykle nieprzewidywalny w swoich postaciach. Spokój na twarzy tylko wzbudza niepokój u widza, bo za chwilę może wybuchnąć. Trochę jak bomba z opóźnionym zapłonem. Może w tych eskapadach jest trochę teatralnej przesady, ale mimo wszystko na ekranie przyciąga uwagę widza.  
Najbliższe filmy: 
Star trek:Into darkness 
Twelve Years a Slave
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...