Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosencrantz i Guildenstern nie żyją. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosencrantz i Guildenstern nie żyją. Pokaż wszystkie posty

21 marca 2014

Gary Oldman

Nawet z płytkiej i źle napisanej przez scenarzystę postaci, potrafi wycisnąć wszelkie, emocjonalne soki. Role kreuje całym ciałem, dla niego nie ma uczuć, których nie potrafiłby odpowiednio pokazać, uwydatnić albo ukryć. Dla mnie to zdecydowanie aktor przez duże A.
  Gary Oldman kończy 55 lat.

Napisałam krótki artykuł na temat filmowych metamorfoz aktora. Wymieniłam w nim te role, które w moim odczuciu uważam za najważniejsze w jego karierze.

Filmową ścieżkę Gary’ego Oldmana, można podzielić się na trzy kategorie w dziedzinie aktorstwa - aktor dramatyczny, charakterystyczny i czarny charakter.

POCZĄTKI - AKTOR DRAMATYCZNY
Początek kariery Gary'ego Oldmana to przede wszystkim role dramatyczne, przejawiające się miłością do teatru, choć w drugim filmie, którym wystąpił czyli Meantime z 1984 w jego trzecioplanowej kreacji można już dostrzec zarys nietypowych postaci. Kształci się tutaj zalążek aktorstwa charakterystycznego, którego warsztat będzie szlifował przez kolejne lata. Coxy jawi się tutaj jako dziwak, ekscentryk, negatywny mentor, wpływający bezpośrednio na głównego bohatera (w którego wcielił się Tim Roth). I choć niewiele go w tym filmie, to jednak to jak stworzył swojego bohatera wystarczyło, aby pchnąć swoją karierę na pierwszy plan. Następne kreacje dotyczyły seriali i mini seriali (Dramarama, Morgan’s boy, Summer season). Na szczęście aktor nie zagrzał tam miejsca, bowiem jego wielkie role miały dopiero nadejść.

Pierwszą, pierwszoplanową kreację stworzył w Sid & Nancy z 1986. Biograficzne dzieło o basiście zespołu Sex Pistols i jego relacjach z Nancy Spungen. Z perspektywy czasu rola Sidneya nie należy do specjalnie wybitnych, ale poprzez nietuzinkowość w ukazywaniu emocji, granie całym ciałem i dobrym odwzorowaniem zachowań oryginału wystarczyło, aby kariera aktora ruszyła pełną parą.

Podobnym osiągnięciem był dramat Prick Up Your Ears (Nadstaw uszu, 1987) o tragicznym związku dwóch dramatopisarzy- Joe Ortona (Oldman) i Kennetha Halliwella (Alfred Molina). Obaj aktorzy stworzyli świetny duet, oparty na bliskiej relacji. Orton ma w sobie cudowną subtelność, wymieszaną z dziką spontanicznością. I choć zarówno ta jak i rok później stworzone kreacje są jedynie zarysami portretu psychologicznego, to nie można o nich powiedzieć, by nie miały w sobie charyzmy. Od Ortona już tylko krok do pełnej, wielkiej i niezwykle przemyślanej kreacji w Draculi. Ale do tego czasu, aktor poddaje swój warsztat intensywnemu treningowi: Track 29, We Think the World of You (oba z roku 1988). Postacie opiera na podobnej szkicu- są wykreowane prosto i niepozbawione swego rodzaju lekkiego tonu.
Alfred Molina i Gary Oldman, kadr z filmu Nastaw uszu, 1987

SZLIFOWANIE WARSZTATU - AKTOR CHARAKTERYSTYCZNY
Wkrótce Oldman przeniósł się do USA, gdzie zagrał w kilku niezłych produkcjach. Criminal law (1988) Chattahoochee z 1989 i State of grace (Stan łaski, 1990) stanowią ciekawe studium psychologii postaci. Aktor zagłębia się w ich psychikę, nadaje im wyraźny kształt. Potrafi wydobyć różnorodne, często wydawałoby się niekonwencjonalne zachowania bohaterów, aby potem pokazać je na ekranie. Takim właśnie jest Emmett z Chattahoochee, stanowiący obraz człowieka, który nie może sobie poradzić w nowym środowisku. W pierwszych minutach filmu widać już u bohatera osobliwe „błaganie” o pomoc, które widoczne jest dla widza, a nie pozostałych postaci. Przerażenie, złość, niechęć jakim szokuje, przejawia w różnych odsłonach. Oldman bowiem pokazuje całą, wiarygodną paletę emocji i wydaje się, że nigdy ich nie powtarza, nawet w tym samym filmie.
Na chwilę powrócił do Wielkiej Brytanii by w Rosencrantz & Guildenstern are dead (Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, 1990) ponownie zagrać z Tim Rothem w adaptacji sztuki Toma Stopparda o tym samym tytule. Zarówno gry słów, w których uczestniczą postaci jak również odnalezienie się w nierealnej i hermetycznej teatralnej przestrzeni, stanowiło kolejne wyzwanie aktorskie. Obaj aktorzy balansują na krawędzi absurdu, ani razu go przy tym nie przekraczając. Rosencrantz to myśliciel i wynalazca, niezrozumiały przez kompana, który wydaje się podchodzić do niego sceptycznie, żeby nie powiedzieć szyderczo. Oldman przelewa w swojego bohatera uczucia, które wbrew pozorom wydają się nie pasować do fabuły filmu. A jednak. Właśnie te ludzkie relacje i reakcje na sytuacje pomiędzy postaciami spowodowały, że widz jak najbardziej się z nimi utożsamia.
Dracula z 1992 Francisa Forda Coppoli dało Oldmanowi całkowitą swobodę w tworzeniu postaci. Hrabia Vlad Dracula ma w sobie erotyczny magnetyzm połączony z odpychającą zwierzęcością. Jest to niemal szczytowy popis w owocnej karierze aktora, bowiem rola ta jest mieszanką silnej i stonowanej stylizacji. Bohater nie wydaje się ani przerysowany, ani poddany grotesce. Dla sportretowania kreacji Draculi ważna była zarówno charakteryzacja jak i barwa głosu z odpowiednio przedstawionym, obcym akcentem.

Romeo is bleeding (Krwawy Romeo, 1993) pomimo wielu dość nielogicznych scen, nierównej formie i nie najlepiej stworzonej narracji, należy do kolejnego popisu w karierze aktora. Jest to następny etap rozwoju w jego aktorskim warsztacie. Jack Grimaldi należy do kuriozalnych jednostek, wpasowanych w nietypową konwencję filmu, żałosną, a przez to świeżą i barwną pod względem postawy oraz gestu.

CZARNY CHARAKTER
Kolejnym przełomem w karierze Gary’ego Oldmana stał się udział w filmie Leon (Leon Zawodowiec,1994). Rola ta, choć rewelacyjna, nacechowana indywidualnością i silną stylizacją, wypaliła piętno na aktorze. Twórcy zafascynowani realizmem jaki potrafi wprowadzić w szaleństwo swoich postaci zatrudniali go do tworzenia kolejnych, psychopatycznych jednostek. Nastąpił wysyp wszelkich złoczyńców, który przewija się w jego karierze do chwili obecnej.
Scena z filmu Leon Zawodowiec, 1994

Pomimo iż filmy te z roku na rok, jakościowo są niestety coraz gorsze to jednak w każdej z nich Oldman potrafił wnieść powiew świeżości: The fifth element (Piąty element, 1997), Air force one (1997), Lost In space (Zagubieni w kosmosie, 1998), The Book of Eli (Księga ocalenia, 2010) i Paranoi (Paranoja, 2013). Co ciekawe Stansfield stał się wzorem do naśladowania dla innych aktorów, odtwarzających jednostki psychopatyczne. Kreacja obdarzona niemal przesadną mimiką, plastycznym gestem czy silnym ukazywaniu emocji, jest widoczna w młodszym pokoleniu aktorów (Sam Rockwell i jego Billy z Siedmiu psychopatów, czy Benedict Cumberbatch w roli Sherlocka z miniserialu o tym samym tytule).
Jako Zorg, Gif z filmu Piąty Element, 1997

KINO NIEZALEŻNE, A KINO KOMERCYJNE
Oldmanowi udało się zagrać w ambitnych dziełach i kinie niezależnym. Immortal Beloved (Prawdziwa miłość, 1994) kształci się dojrzałością oraz niezwykłą doniosłością postaci. Beethowen w wymyśle aktora, to geniusz i szaleniec w jednym, odznaczający się żywiołowością i muzycznym natchnieniem. W innym zaś obrazie Tiptoes (Małe jest piękne, 2003), grał karła i brata głównego bohatera. Jego rola nabrała zupełnie odmiennego wyrazu, charakteryzuje się  zadziwiająco spokojną stylizacją.
Jako Bethoween, kadr z filmu Wieczna miłość, 1994

Komercyjne kino przypomniało sobie o aktorze z nieco lepszej strony. Tak powstał Syrius Black w Harrym Potterze (2004, 2007) i Jim Gordon w trylogii Batmana (2005, 2008, 2012) w reżyserii Christophera Nolana. O ile Gordon wydaje się ledwie zarysowany, a przez to również mało charyzmatyczny, o tyle Syrius Black to powrót do korzeni aktorstwa charakterystycznego. W starych łachach i rozbieganym spojrzeniu Syrius luźno nawiązuje do postaci Draculi czy Beethowena. Jest tak samo zwierzęcy, nieco nieokrzesany i żywiołowy.

METAMORFOZA I AKTORSKI MAJSTERSZTYK
Nie tylko ja byłam szczerze zdziwiona, gdy do głównej roli George Smiley w Tinker tailor soldier Spy (Szpieg, 2011 recenzja filmu) zatrudniono Gary’ego Oldmana. Całkowicie stonowana stylizacja o wyjątkowo silnym indywidualizmie wywołała co u niektórych widzów pozytywny wstrząs. Tinker tailor soldier spy stanowi wielki powrót kina szpiegowskiego, a dzięki niemu widzowie mogli poznać młode pokolenie świetnych, brytyjskich aktorów (Tom Hardy, Benedict Cumberbatch, Mark Strong), przypomnieć sobie o wybitnym aktorze dramatycznym- Johnie Hurt’cie jak również poznać Toby’ego Jones’a czy Stephena Grahama. To nie tylko bardzo dobre dzieło, ale również metamorfoza Gary’ego Oldmana. Ze względu na świetnie teatralne rzemiosło aktora jego George Smiley, pozbawiony niemal mimiki i gestu, został oparty na kluczowych elementach dźwiękowych (czyli głosie). Wyraźna dykcja, akcentowanie jak również impostacja stanowią główny składnik w budowie bohatera. Smiley to dowód na to, że Oldman nie tylko świetnie uwydatnia emocje, ale również potrafi je realistycznie tłumić. 
Wkrótce na ekrany trafi film Child 44, w którym Gary Oldman ponownie spotka się z Tomem Hardy. Być może aktor stanie również za kamerą  reżyserując Flying Horse opowiadająca historię pioniera w dziedzinie fotografi i filmu Eadwearda Muybridge'a. W obsadzie, oprócz Oldmana ma się pojawić Ralph Finnes i Benedict Cumberbath.

10 września 2013

Rosencrantz and Guildenstern Are Dead (Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, reż. Tom Stoppard, 1990)

Do obejrzenia filmu zachęcił mnie artykuł Sławomira Sikory, który odnalazłam w sieci pt. Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, czyli jak być. Shakespeare, antropologia i Toma Stopparda gra w teatr. Ponad to trudno mi było się nie oprzeć, żeby nie obejrzeć filmu z dwoma charakterystycznymi aktorami jakimi są Gary Oldman i Tim Roth. 

Tom Stoppard to ten sam reżyser, który dużo później zdobył mnóstwo nagród za Zakochanego Shakespeare'a, ale jeśli ktoś jak ja nie przepadał za tą produkcją to może odetchnąć z ulgą, bowiem Rosencrantz i Guildenstern nie żyją należy do zupełnie innej kategorii. Lepszej czy gorszej? To już zależy od sposobu patrzenia. Na pewno jedyne reżyserskie dzieło Stopparda ogląda się dużo trudniej, aczkolwiek w moim odczuciu ma w sobie więcej potencjału.

Przyjemność oglądania to zasługa nie tylko dialogów, ale i przede wszystkim aktorów. Stoppard jednocześnie poddał się językowi Shakespeare'a i równocześnie go ożywił. Natomiast odtwórcy głównych ról sprawdzili się rewelacyjnie. Od razu można dostrzec, że poruszanie się w teatralnej, a przy tym absurdalnej płaszczyźnie to dla nich nic trudnego.

Fabuła jest dwutorowa- jedna dotyczy hamletowskiej sztuki (prowadzonej przez tajemniczego Gracza w wykonaniu Richarda Dreyfussa) kolejna zaś jest o niemocy postaci, jej hermetyczności w dramacie. O ile pierwsza przebiega pobocznie (Hamlet, Ofelia i inni bohaterowie biegają po zamku, co chwilę znikają) o tyle druga należy do głównych wątków. Ale co z tego, że jest główna, skoro nie nie wpływa na rozwój narracji. Już pierwsza scena pokazuje wspomnianą niemoc, gdy ciągle wyrzucana jest reszka. Rosencrantz i Gulidenstern nie wiedzą kim są (nawet mylą własne imiona), więc idą zgodnie z wolą sztuki. Pomimo iż ubarwiają sceny, to i tak nie mają one żadnego wpływu na przebieg fabuły. Dlatego postacie prowadzą swoje dance macabre w komediowo- tragicznym sosie, bawiąc się chwilą, puszczając oko do widza. 

Dodatkowo film pokazuje wzajemne relacje pomiędzy kontrastującymi ze sobą Rosencrantz’em i Guildenstern’em. Pomimo iż obaj operują głosem, zarówno pod względem intonacji, dykcji jak i tempa mówienia, ich kreacje wyróżniają się- jedna stylizacja jest silna druga zaś stonowana.
Kadr z filmu Rosencrantz i Guildenstern nie żyją

O ile Gary Oldman gra bardzo emocjonalnie, ukazują całą gamą mimiki, określa tym samym prostolinijność, pomysłowość i pechowość swojego bohatera, o tyle Tim Roth niemal całkowicie tłumi pozytywne uczucia, jego postać jest sceptyczna, zamknięta, chłodna i sarkastyczna.

Zdjęcia Petera Biziou genialnie prezentują się we wnętrzach pomieszczeń. Widzimy w nich porządek, harmonijność i prostotę, a przy tym płaskość płaszczyzny. 
Kadr z filmu Rosencrantz i Guildenstern nie żyją

Większość ze scen zasługuje na uwagę- zarówno gra słowna bohaterów, jak i monolog Rosencrantza o śmierci (Potęga słów. Monologi w filmach).

Dzieło Stopparda jest zaskakujące i błyskotliwe. Stawia pytanie o sens bycia pobocznych bohaterów w sztuce. I chociaż w tle pobrzmiewa tylko echo słynnego monologu "Być albo nie być", istota jego wydaje się nie mniej istotna niż w klasycznym Hamlecie.

Ocena ogólna 5/6
Scenariusz i reżyseria 4/6
Dialogi 6/6
Zdjęcia 5/6
Aktorstwo 6/6
Klimat 5/6

1 marca 2013

Potęga słów

Monologi w filmach

Monologi w filmach są o wiele trudniejsze do odegrania niż dialogi. O ile w teatrze rozmowa z samym sobą jest rzeczą naturalną, o tyle jeśli pojawi się w kinie, to musi mieć jakieś w miarę logiczne wytłumaczenie. Do tego, aby wzbudzić u widza dany efekt, potrzebny jest nie tylko rewelacyjny aktor o dużej wrażliwości, ale również zbudowany odpowiednio klimat, współgrający z oświetleniem i scenografią. Pomocne są również rekwizyty, a w tle współgrającą ze słowami muzyka.

Monolog ma różne oblicza, zwykle wyraża myśli i uczucia, może być przemową albo przemyśleniem na dany temat.

Wybór monologów, które pojawiły się na liście jest oczywiście subiektywny, ale już ich kolejność była całkowicie przypadkowa.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jedne z najlepszych monologów dotyczą dramatu i ich ekranizacji. Jednak oprócz nich przyszły mi do głowy inne niesamowite wypowiedzi, które spokojnie mogą z nimi konkurować o miano tych wybitnych. Kto wie, może niektórzy z widzów doceniają je nawet bardziej?

Uwaga, niektóre sceny są spoilerami!

spoiler
1.Blade Runner (Łowca androidów), 1982

Bez ckliwości, dogłębnie poruszający, nadający dużo wrażliwości tej złożonej postaci. Łobuzerski uśmiech Rutgera Hauera. Do tego wkomponowana w tle muzyka. I ten deszcz.

2. Hamlet, 1996


Wielka ekranizacja dramatu. To be or not to be- wydawałoby się, że jednego z najpopularniejszych monologów świata da się zagrać jedynie w skostniały sposób, a jednak. Branagh puszcza wodze fantazji nie tylko słowem, ale i scenografią. Scena przed lustrem jest wyjątkowa. Wypowiedzenie kwestii z idealną dykcją i trzymaniem emocji na wodzy przy tak silnie oddziałującym na zmysły tekście to naprawdę sztuka.

3. Tinker Tailor Soldier Spy (Szpieg), 2011


Opowiadanie historyjki młodemu agentowi Peterowi Guillam'owi przez doświadczonego szpiega Georga Smiley'a, przeradza się w jednostronny dialog. Scenę tę nazywam polemiką z duchami z przeszłości. Monolog skonstruowany, tak jakby był postrzegany jak rozmowa. Co ciekawe Peter jest jej biernym obserwatorem.

4. Apocalypse Now (Czas Apokalipsy), 1979


Horrorystyczny i jednocześnie wizjonerski bełkot szaleńca. Postać grana przez Marlona Brando niemal całkowicie tonie w ciemności. Pomimo iż mówi tonem nostalgicznym to jego słowa wywołują niepokój.

5. Taxi driver (Taksówkarz), 1976
Fragment filmu zawiera dużo wulgaryzmów

Czy potrzebny jest tutaj komentarz? Wypowiedź spotęgowana niesamowicie żywiołową grą Roberta De Niro, montażem na zakładkę i psychodeliczną muzyką. Kto nie widział filmu, nie powinien mówić o sobie, że jest prawdziwym kinomanem.

spoiler

6. Much Ado about nothing (Wiele hałasu o nic), 1993

Monolog zaczyna się od 3:58.

Teatralna forma przełożona na ekran kinowy. Mistrzostwem jest utrzymać uwagę widza w tak długim monologu, nawet jeśli ma formę komediową. Kenneth Branaght bazuje w swojej przemowie nie tylko na intonacji, ale również ekspresyjnej mimice i przesadnych gestach. Do tego jasne barwy, sielankowa scenografia podkreślają lekki ton tej wypowiedzi.

7. 25th hour (25 godzina), 2002
Fragment filmu zawiera dużo wulgaryzmów


Kontekst zmienia się, gdy ogląda się cały film. Pod względem formy, prawdziwie współczesny shakespeare’owski monolog. Spowiedź jednego w imieniu wszystkich, wytykanie błędów sobie i innym. Miłość do miasta. Ostro, bez słodzenia.

spoiler
8. A few good men (Ludzie honoru), 1992


"You can't handle the truth!" (Nie udźwigniesz prawdy!). Silna modulacja głosu postaci o twardym, nieustępliwym charakterze. Jack Nicholson jest wybitnym aktorem, ale to co uczynił w Ludziach honoru to prawdziwy spektakl.

9. Rosencrantz & Guildenstern are dead, 1990


Często pomijany film, ze względu na hermetycznie teatralną formę. A szkoda, gdyż dwie role główne zasługują na uwagę widza. Melancholijna wypowiedź Rosencrantza, granego przez Gary’ego Oldmana, wprawia w zadumę. Rola bardzo wyważona w słowach, chociaż targana wewnętrznymi rozterkami.

spoiler
10. Scent of a women (Zapach kobiety), 1992


Niektórzy mówią, że przemowa Ala Pacino jest nadęta. Fakt, ma w sobie za dużo przesadnie amerykańskiego patriotyzmu. Jednak trzeba przyznać, że scena ta ma również siłę oraz genialnego aktor, który z pasją odtwarza kwestię. Jest w niej wiara w to co mówi oraz do kogo. Porywczość, świeżość, genialne budowanie napięcia. Nie czepiajmy się. Już od dawna nie pisze się takich monologów, bo nie ma komu ich wypowiadać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...